czwartek, 4 kwietnia 2013

Wielka Kolekcja #8: Thor: Odrodzenie



Nigdy nie byłem wielkim fanem Thora. Komiksy z jego udziałem raczej nie wpadały mi w ręce, a kiedy już wpadały, nie gościły w nich zbyt długo. Thor zawsze odstawał, przynajmniej w moim rozumieniu, od klasycznego obrazu marvelowskiego bohatera - człowieka obdarzonego specjalnymi zdolnościami, jednak cały czas borykającego się ze zwykłymi, ludzkimi problemami.
Thor w końcu jest bogiem i to bogiem gromów, jednym z największych badassów do których można się modlić. Dopiero po przeczytaniu "Odrodzenia" zrozumiałem, że nawet z tak marmurowej postaci można zrobić małego, przytłoczonego problemami człowieczka. Kluczem jest tutaj ulubiony motyw twórców komiksów - podwójna tożsamość.
W przypadku Thora podeszli jednak do tego od drugiej strony. O ile zazwyczaj mamy do czynienia ze schematem: zwykły gość > zdobycie nadludzkich zdolności > superbohater, tak w tym przypadku jest zupełnie na odwrót. Thor, bóg gromów, zostaje zesłany na Ziemię, gdzie przybiera postać Donalda Blake'a - kalekiego studenta medycyny. Po dziesięciu latach, które spędził jako człowiek, Thor odnajduje swój młot i ponownie przybiera boską postać. Od tej pory wiedzie podwójne życie - boga i człowieka.

Po uwolnieniu Asgardu z pętli czasu w której zamknęły go pewne potężne istoty, Thor przechodzi w stan hibernacji, z której zostanie wyrwany wtedy, kiedy znów będzie potrzebny. I tutaj zaczyna się nasza historia.



Thor przebywa w pustce, gdzie spotyka Donalda Blake'a - swoje ludzkie alter ego.
Dzięki motywującej przemowie, Blake namawia Thora do powrotu na Ziemię, gdzie odbudują Asgard i odnajdą pozostałych Asów.
Miejsce na odbudowę swego domu wybrał dosyć nietypowe - pustynię, gdzieś w Oklahomie. Po kilku nieporozumieniach dogadał się jednak z nowymi sąsiadami.
Thor wyrusza na misję odnalezienia swoich braci i sióstr uwięzionych w ciałach śmiertelników, przy okazji pomagając ludziom zarówno jako bóg gromów, jak i jako chirurg.
Podczas swojej podróży trafi do zniszczonego powodzią Nowego Orleanu, stoczy walkę z Iron Manem, weźmie udział w afrykańskiej wojnie plemiennej, oraz zmierzy się z potężnym Niszczycielem.
Gdzieś po drodze pojawi się oczywiście również Loki, który z jakiegoś powodu zmienił płeć.




Straczynski wykazał się w tym albumie dużym poczuciem humoru, sceny z norskimi bogami na spotkaniu sąsiedzkim ze swoimi ludzkimi sąsiadami, prosty, wiejski chłopak próbujący poderwać piękną asgardkę, czy pan burmistrz planujący inspekcję BHP w Asgardzie, swoją niedorzecznością przypominają skecze Latającego Cyrku Montypythona. Może nie wywołują równie dużej wesołości, jednak zaśmiałem się raz czy dwa.
Jednak nie mamy tutaj do czynienia z komedią. Thor, powraca na Ziemię bezdomny i osamotniony. Pozbawiony wszystkiego, co darzył miłością postanawia własnymi rękoma to odbudować i odzyskać. W końcu mu się udaje, przecież jest bogiem, jednak droga jaką musiał pokonać, aby to osiągnąć nie była łatwa, nawet dla niego.
Sama historia, może nie sprawiła, że nabrałem ochoty zacząć modlić się do nordyckiego boga gromów, ale przekonała mnie do niego, jako komiksowej postaci.

Straczynski po raz kolejny występuje w duecie z utalentowanym rysownikiem. Tym razem jest to francuz, Olivier Coipel.
Coipel idealnie oddaje naturę bohaterów poprzez ich wygląd.
Thor wygląda jak koleś, który potrafi ciskać gromami, Donald Blake to poczciwy pan doktor, Loki na pierwszy rzut oka jest przebiegły/a i podstępny/a, można by tak wymieniać bez końca. Mamy tutaj dużo ekspozycji głównego bohatera, często otoczonego wieńcem błyskawic, które artysta dopieścił z wielką pieczołowitością, a scena walki Thora z Iron Manem, to czysta poezja kształtów i kolorów. Pięknie prezentuje się również monumentalny Asgard, wiszący nad pustynią Oklahomy.



Oczywiście w komiksie znajdzie się również kilka drobnych niedociągnięć. W jednym miejscu brakuje tekstu w dymku, jednak wnioskując z kontekstu, nie była to bardzo istotna kwestia, natomiast w innym, podczas przemiany Blake'a w Thora, nasz bohater ma dwie głowy, jedną nad drugą, co wygląda trochę głupio. Jednak w poprzednich albumach wad również nie brakowało, a ten, jak do tej pory, czytało mi się najlepiej.
Nie wiem jak ten album ma się do poprzednich komiksów z udziałem Thora, gdyż jak wspomniałem wyżej, nie czytałem ich, jednak dla kogoś nowego, jako wprowadzenie do świata przygód nordyckiego boga, sprawdza się świetnie. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy, podobnie jak ja, nie byli przekonani do postaci Thora.



Na zakończenie drobne ogłoszenie parafialne: na Facebooku pojawił się fanpage naszego bloga. Jeśli komuś podoba się to, co robimy, zapraszamy do polubienia. : )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz