wtorek, 4 czerwca 2013

Nowy rycerz w nowym uniwersum

W 2011 roku DC Comics zdecydowało się na restart nieco już zagmatwanego uniwersum i rozpoczęcie od nowa aż 52 serii, co dało początek Nowemu DC, lub New 52, jak jest ono nazywane na zachodzie.
Nowe DC miało na celu głównie uwspółcześnienie historii zamaskowanych herosów, oraz przyciągnięcie do komiksów nowych czytelników, którzy teraz, bez żadnego problemu, mogą zagłębić się w historie bohaterów, nie znając ich przeszłości. 
Większość polskich fanów zaczęła swoją przygodę z Nowym DC od Trybunału Sów, pierwszego komiksu z odświeżonego uniwersum który ukazał się w Polsce. Ja zacząłem od innego albumu z Mrocznym Rycerzem w roli głównej - Batman: Oblicza Śmierci, autorstwa Tonego S. Daniela.


  
Okładka komiksu na pierwszy rzut oka prezentuje się nieźle - Batman stojący na tle Azylu Arkham, oraz głowa Jokera pośród porozrzucanych głów lalek na pierwszym planie.
Jednak jeśli przyjrzeć się jej dokładnie, ciężko nie zauważyć dwóch szczegółów w wyglądzie Batmana, które wywołały uśmiech na mojej twarzy. Peleryna Zamaskowanego Krzyżowca marszczy się i wygina w bardzo dziwny sposób, co zapewne miało przedstawić wiejący wiatr, ale wygląda po prostu nienaturalnie, co więcej Batman ma dziwny wyraz twarzy i nierówne oczy, przez co wygląda trochę jakby był zalany w trupa, jednak próbował trzymać fason. W końcu to Batman, nie powinien paradować pijany po Gotham. Oczywiście to zwykłe czepialstwo z mojej strony i zwykle nie rozwodzę się tyle nad okładkami, ale ta szczególnie przykuła moją uwagę.



Zostawmy jednak w spokoju okładkę i wejdźmy do środka, gdzie czeka na nas to co w Mrocznym Rycerzu najlepsze:
piękne kobiety, szaleni psychopaci, bezwzględni gangsterzy, duszny klimat skorumpowanego miasta, oraz sam On, w pojedynkę stawiający czoła wszystkiemu powyżej.
Komiks ma wielowątkową fabułę, która skupia się głównie na motywie tajemniczej ucieczki Jokera z Arkham, w czym pomógł mu niejaki Dollmaker.
Wielowątkowość niespecjalnie służy komiksowi, jednak kiedy czytelnikowi uda się już wszystko ogarnąć, czeka go bardzo ciekawa i w masochistyczny sposób przyjemna podróż do wyjątkowo mrocznego i brutalnego Gotham.
Poziom przemocy jest tutaj, nawet jak na Batmana, wyjątkowo wysoki.
Joker, mistrz zabijania bez żadnego powodu, ani wzoru, łączy siły z Dollmakerem, lubującym się w powolnym i wyrafinowanym zadawaniu bólu za pomocą skalpela. Autor prezentuje nam bardzo wiarygodne i interesujące postacie psychopatów, jak i ich ofiar, którym momentami będziemy bardzo mocno współczuć.
Poza Jokerem i Dollmakerem ujrzymy tutaj pokaźną część galerii łotrów: Pingwina w iście burtonowskim stylu, Catwoman, Hugo Strange'a, czy Snakeskina.
Wątki piętrzą się i przeplatają, a na dobrą sprawę, niewiele się wyjaśnia. Co prawda to dopiero pierwszy tom, ale mimo wszystko chciałbym odpowiedzi na trochę więcej pytań.
Nie wiemy jeszcze jaką rolę odegra w opowieści profesor Strange, ani, co najbardziej frustrujące, gdzie do cholery podziewa się Joker, oraz co knuje.
Zapewne odpowiedzi na przynajmniej niektóre z tych pytań dostaniemy w tomie kolejnym, ale kiedy uświadczymy go w Polsce, tego nie wiemy.
 

Bardzo przypadła mi do gustu kreska Daniela, jak i jego sposób rysowania postaci.
Bruce Wayne z twarzą uroczego, bogatego naiwniaka; "demoniczny" Pingwin kropka w kropkę przypominający tego z Powrotu Batmana; klasyczny Joker i Dollmaker o wyglądzie mordercy ze starych slasherów, w dodatku otoczony swoimi pozszywanymi "dziećmi". Do tego nieco odmłodzony, rudowłosy komisarz Gordon, oraz detektyw Bullock z miną człowieka przygniecionego ciężarem życia.
Autor dba o szczegóły i nie zapomina o tym, że tło to również istotna część obrazka.



Podsumowując, Batman: Oblicza Śmierci to komiks świetny pod względem graficznym i całkiem niezły, jeśli chodzi o sferę fabularną. Pełen ciekawych postaci i nieco przeładowany rozmaitymi wątkami. Zdecydowanie dobre wprowadzenie do nowego uniwersum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz