środa, 15 maja 2013

Wielka Kolekcja #10: The Amazing Spider-Man: Ostatnie Łowy Kravena

Dla myśliwego, który potrafi gołymi rękoma powalić niedźwiedzia, a szarżującego słonia zatrzymać samym spojrzeniem, napotkanie istoty której nie może pokonać musi być wyjątkowo frustrujące.
Szczególnie jeśli do niesamowitej siły i zręczności dołożymy iście słowiański temperament i poczucie honoru.



"Ostatnie Łowy Kravena", to komiks który powstał w okresie nie bez powodu zwanym "Mroczną Erą", kiedy to twórcy chcieli zainteresować komiksami starszych czytelników, co zaowocowało komiksami pełnymi seksu, przemocy, oraz postaci o nieco bardziej złożonym profilu psychologicznym.
Wielu fanów komiksu uważa Mroczną Erę, za bardzo chudy okres w historii komiksu, jednak jak zawsze (nawet podczas Złotej Ery), powstawały wtedy komiksy bardzo złe, kiepskie, jak i te, po które warto sięgnąć. Ten album zalicza się zdecydowanie do tej ostatniej grupy, chociaż jest przesiąknięty do cna typowym, znienawidzonym przez wielu, klimatem komiksów z tamtego okresu.
Już sama okładka nie pozostawia nam złudzeń co do tego, co znajdziemy w środku. Spider-Man odziany w czarny kostium, wygrzebujący się z mogiły podczas burzy - ten obrazek idealnie podsumowuje cały komiks.

Komiks prowadzi nas przez odmęty umysłu Siergieja Kravinowa - dumnego, rosyjskiego myśliwego, który pragnie zmazać ze swojego, niemal nieskazitelnego, honoru plamę w kształcie pająka.
Kraven, zmagający się z Pająkiem już od wielu lat, w końcu usuwa go ze swojej drogi, w bardzo niespodziewany sposób.
Później idąc w ślady swojego przyrodniego brata, Kameleona, postanawia przebrać się za niego i zająć jego miejsce, przez co szarga i tak już mocno nadwyrężoną opinię Spider-Mana.
Poza tytułowym Łowcą, Spider-Man spotka na swojej drodze również Vermina, zdziczałego człowieka-szczura, zamieszkującego nowojorskie kanały. Pojawienie się Vermina na kartach tego komiksu również ma znaczenie dla wendetty Kravena, a sam szczurołak zostanie przez niego niecnie wykorzystany.




Komiks ma w sobie coś z amerykańskiego czarnego kryminału, nie tylko w treści, ale i w formie. Klimat śmierci i niewyjaśnionej tajemnicy wisi w powietrzu od pierwszych stron, a wycieczki do wnętrza ogarniętego obsesją umysłu Łowcy pomagają nam, przynajmniej częściowo, zrozumieć kierujące nim motywy, które na swój pokrętny sposób, mają nawet nieco sensu.
John M. DeMatteis, scenarzysta komiksu, przyznał, iż dużą inspiracją dla niego była tutaj twórczość XVIII-wiecznego  poety Williama Blake'a, a jego sparafrazowany wiersz "Tygrys", jest motywem przewodnim całego komiksu.
DeMatteisowi udało się poprowadzić postać Kravena w taki sposób, aby czytelnik nie tylko rozumiał jego motywy, ale również aby sympatyzował z postacią, będącą przecież czarnym charakterem naszej opowieści, oraz współczuł mu, kiedy już zostanie pokonany. Kraven jest tutaj postacią bardzo dwuznaczną, nie jest zły do szpiku kości jak Doktor Octopus, nie jest skorumpowany jak Kingpin, ani szalony niczym Zielony Goblin. Jest honorowy i na swój sposób uczciwy, traktuje Spider-Mana z szacunkiem, a nawet boi się go i właśnie ten strach zmusza go do podjęcia drastycznych kroków. 



Rysunki Michaela Zecka, oraz stonowane kolory, którymi zostały ozdobione, idealnie współgrają z opowiadaną historią. Spider-Man ma na sobie swój czarny kostium (który osobiście lubię dużo bardziej od tego klasycznego), a nieustająca ani na chwilę ulewa jedynie potęguje ciężki, depresyjny klimat opowieści.

Czasami można pogubić się w narracji komiksu, prowadzonej z perspektywy kilku postaci, a niektóre działania Kravena mogą, przynajmniej na początku, wydawać się niejasne, jednak komiks, szczególnie na tle innych wydanych w tym okresie, prezentuje się bardzo dobrze i zdecydowanie zasługuje na miejsce w tej kolekcji.


"Pająku! Błysku w gąszczach mroku
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?"

sobota, 11 maja 2013

"Has he lost his mind?"



Iron Man 3 to świetna komedia science-fiction, pełna prześmiesznych gagów i gdyby jako taka komedia film był zapowiadany, nie miałbym absolutnie żadnych zastrzeżeń. Jednak zwiastuny i plakaty promocyjne tworzyły obraz podniosłej, poważnej historii, będącej godnym zwieńczeniem trylogii. Nie dziwota więc, że to co zobaczyłem, nie było zupełnie tym, czego oczekiwałem. Chociaż w gruncie rzeczy bawiłem się dobrze, tak dobrze, jak bawiłbym się na komedii z Rowanem Atkinsonem w roli głównej.

Początek zapowiadał się jeszcze całkiem nieźle, zaczynamy retrospekcją, w której pada enigmatyczne słówko Extremis, zaraz po tym widzimy Starka majsterkującego przy nowej zbroi, Rodyego w stroju Iron Patriota, oraz pierwszy atak terrorystyczny Mandaryna.
No właśnie, Mandaryn. Ci którzy chociaż trochę orientują się w komiksach Marvela, z pewnością słyszeli to imię. Mandaryn to jeden z najgroźniejszych, jeśli nie najgroźniejszy przeciwnik Człowieka z Żelaza - wybitnie inteligentny, biegły w sztukach walki, w dodatku wyposażony w dziesięć "magicznych" pierścieni (marzenie każdego RPGowca) kosmicznego pochodzenia. Natomiast w filmie... cóż, nie chcę rzucać spoilerami, ale postać została kompletnie zgwałcona, co więcej jest świetnym potwierdzeniem mojej teorii, iż Iron Man 3, miał być w rzeczywistości parodią komiksów, na których jest oparty.
Poza Mandarynem mamy również wątek extremis, które ma podobne właściwości do tego w komiksie. Jednak w miejsce Mallena, obłąkanego, antyrządowego terrorysty, mocno przekonanego o słuszności swoich racji, dostajemy  doktora Aldricha Killiana (który w komiksie pojawia się na chwilę, tylko po to, aby strzelić sobie w głowę), "szalonego naukowca", pracującego dla AIM, który chce się zemścić na Iron Manie za osobistą urazę, jakiej doznał, oraz, uwaga, uwaga... przejąć władzę nad światem. Dlaczego? Bo może.



Cóż, szwarccharaktery w filmie nie powalają na kolana, inne postacie też wypadają dosyć blado.
Rhody, zarówno jako on sam, jak i jako Iron Patriot pojawia się trochę za rzadko, zobaczymy delikatne mrugnięcie okiem w stronę tych, którzy oczekiwali pojawienia się Rescue (Pepper Pots w pancerzu), jednak nie potrwa to za długo. Postać Mai Hensen pełni w filmie dosyć istotną rolę, jednak zostaje bardzo spłycona w stosunku do komiksowego pierwowzoru. Poza tym mamy również postać Happiego, ochroniarza Tonego, lecz stanowi on jedynie kolejną komediową wstawkę, oraz Harleya Keenera, małego chłopca, który pomaga Starkowi w tarapatach i ciężko powiedzieć o nim cokolwiek więcej, poza tym, że jak wszystko i wszyscy w tym filmie, jest "zabawny".



Mimo wszystko film cieszy dopieszczonymi scenami walki pomiędzy żołnierzami na extremis, a kilkoma modelami Iron Mana. Aczkolwiek muszę przyznać, że i tutaj nieco się zawiodłem. Mocno reklamowane różnorodne pancerze produkcji Starka pojawiają się na ekranie tylko przez chwilę i ciężko nacieszyć się ich widokiem. Najczęściej będziemy podziwiać czerwono-srebrny model Mark 42.



Podsumowując, Iron Man 3, to przyjemna popcornowa rozrywka, nie mająca jednak nic wspólnego z tym, co zapowiadały trailery. Czy warta obejrzenia? Jeśli podejdzie się do filmu bez przesadnie wygórowanych oczekiwań, to raczej tak. Ja nie ukrywam, że chociaż bawiłem się dobrze podczas seansu, po wyjściu z kina stwierdziłem, że to nie było to, czego oczekiwałem i poczułem się przez twórców oszukany. Tak, czy inaczej, idźcie do kina, w końcu to Tony Stark, do cholery.

piątek, 3 maja 2013

Wielkie gady w trójwymiarze



"Starszy facet otwiera park rozrywki z żywymi dinozaurami" - brzmi jak początek skeczu Monty Pythona, albo motyw z książki Prachetta, jednak jest to temat przewodni filmu zupełnie pozbawionego tego typu poczucia humoru.
Park Jurajski to bardzo dobry film akcji, ze świetnymi efektami specjalnymi i, w większości, przyzwoitą grą aktorską. Co prawda fabuła tego dzieła jest po prostu głupia, podobnie jak spora część bohaterów, jednak mimo to wszyscy (nawet ja) uwielbiają Park Jurajski.
Pomówmy przez chwilę o 3D. Ten film miał bardzo duży potencjał na wykonanie świetnych trójwymiarowych efektów, jednak jak zwykle nic z tego nie wyszło. Nie wiem, czy wynika to z lenistwa ludzi którzy przy tym pracowali, z faktu, że film jest dosyć stary i być może nie tak łatwo przerobić go na 3D, czy może po prostu ekran w kinie, w którym oglądałem film nie jest przystosowany do filmów w 3D (w takim razie, czemu je tam puszczają?).
Już kilka lat temu 3D stało się wymówką dwukrotnie droższych biletów, w zamian za które dostajemy niewygodne okulary i trochę lepiej wyglądający film. Podczas zeszłopiątkowego nocnego maratonu filmowego zostały puszczone obie części Insygniów Śmierci pierwsza w 2D, a druga w 3D i szczerze mówiąc, nie widziałem różnicy.
Jeżeli filmowcy tak bardzo chcą robić remasterowane wersje starych filmów, ja jestem jak najbardziej za, jednak wolałbym zobaczyć tam nieemitowane wcześniej sceny, czy poprawione efekty specjalne, trójwymiar, jeśli nie jest zrobiony naprawdę porządnie, tylko przeszkadza.



Wracając do Parku Jurajskiego, to oczywiście zupełnie przyzwoity film akcji, co prawda pozbawiony jakiejkolwiek logiki, co jednak nie przeszkadza w przyjemnym oglądaniu. Piękne efekty, które w ogóle się nie zestarzały, chociaż film jest moim równolatkiem, w większości dobra gra aktorska, ciekawy pomysł i typowe dla filmów Spielberga napięcie, które chwyta już w pierwszych scenach i nie puszcza aż do końca, zupełnie rekompensują sceny z dzieckiem porażonym przez 10000 volt, czy karmienie z ręki brachiozaura.
Jednak, wszystkie te rzeczy można było powiedzieć o filmie już dwadzieścia lat temu. Nie dostajemy nic nowego, nie ma nawet sekundy ujęć, których byśmy jeszcze nie widzieli. Film zostaje nieco "wypolerowany" i usuwają z niego drobne niedociągnięcia (jak włos na obiektywie kamery w ostatniej scenie). Ale czy warto płacić za bilet do kina, żeby zobaczyć tę samą scenę bez włosa na obiektywie?



Oczywiście opłacało się iść na Park Jurajski w ramach nocnego maratonu filmowego, gdzie za 24 złote (bilet studencki) dostaliśmy cztery filmy, w tym odnowiony Jurassic Park. Jednak iść na pojedynczy seans polecam tylko wielkim fanom Spielberga i ludziom którzy uwielbiają filmy w 3D, reszta nie dostanie nic, czego nie można wypożyczyć dużo taniej na DVD.