Jestem trochę do tyłu z recenzjami
komiksów z Wielkiej Kolekcji, dlatego w najbliższym czasie głównie tym się zajmę.
Skoro już przy komiksach jesteśmy,
garść ogłoszeń:
Po pierwsze, Meph i ja pracujemy
właśnie (a przynajmniej próbujemy) nad naszym własnym komiksem,
który będzie publikowany na łamach bloga. Jednak ponieważ oboje z czasem stoimy dosyć średnio, cieżko powiedzieć kiedy cokolwiek się pojawi.
Po drugie, chciałem poinformować o akcji cała polska
pisze o komiksach, zorganizowanej przez autora bloga koziol.info.pl o której więcej tutaj
Iron Man: Extremis
Komiks który był inspiracją dla
wydanego w 2008 roku filmu o Tonym Starku z Robertem Downeyem
Juniorem w roli głównej.
Extremis jest świetnym rebootem
historii jednego z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów Marvela. Za
scenariusz komiksu odpowiedzialny był Warren Ellis, znany brytyjski
twórca, współpracujący często z Marvelem i DC, swoją
popularność zawdzięczający głównie serii Hellstorm.
Scena stworzenia pierwszego pancerza
Iron Mana została przeniesiona z dalekiego wschodu na bliski wschód,
konkretnie do Iraku, gdzie Tony Stark zostaje porwany przez
miejscowych terrorystów.
Główna akcja komiksu dzieje się
kilka lat później w Ameryce, gdzie pochodzący z Teksasu terrorysta
o nazwisku Mallen, przyjmuje dawkę tytułowego Extremis –
ulepszonej wersji serum superżołnierza, dzięki któremu powstał
Kapitan Ameryka.
Mimo braku odpowiedniej opieki,
organizm Mallena przyjmuje Extremis i ten postanawia zaprowadzić w
Ameryce własne porządki.
Sam motyw jest dobry, jednak wszystko
byłoby o wiele bardziej sensowne, gdyby Mallen miał więcej
zwolenników. Musiał mieć świadomość, tego, że - nawet
obdarzony niesłychanymi mocami – sam niewiele zwojuje w świecie
pełnym superbohaterów i jeśli nie pokona go Iron Man, zrobią to
X-Men, Avangers, albo Shield.
Sama walka Mallena – pochodzącego z
Teksasu "buraka" (w języku polskim nie ma słowa, które w
pełni oddawałoby znaczenie angielskiego "redneck"),
głoszącego ideologię typową dla Ku Klux Klanu i nienawidzący
amerykańskiego rządu, który według niego uciska jemu podobnych, a
Tonym Starkiem, który ten właśnie skorumpowany rząd i jego armię
uzbraja, nabiera symbolicznego znaczenia. Oczywiście, Tony nie chce
tworzyć broni i zawierać kontraktów z wojskiem, ale tłumaczy
sobie i innym, że zarobione w ten sposób pieniądze przekazuje
przecież na szczytne cele, pomaga ludziom. Mimo tego ma świadomość,
że w Iraku dzieci giną, lub tracą kończyny, znajdując niewypały
bomb jego produkcji.
Scenariusz stoi na wysokim poziomie,
podejmuje ciekawą, bardzo aktualną tematykę, wykorzystuje motywy z
uniwersum Marvela i chociaż idzie tradycyjnym schematem – bohater
spotyka łotra, sromotnie przegrywa, odkrywa ryzykowny sposób na
pokonanie złoczyńcy i w końcu odnosi zwycięstwo – to jednak
mamy tutaj kilka ciekawych rozwiązań i niespodziewanych zwrotów
akcji.
W komiksie dwukrotnie obserwujemy
powstanie Iron Mana. W retrospekcji widzimy jak Tony Stark zmuszony
jest do stworzenia pierwszej zbroi z pomocą której ucieka z
niewoli. Później widzimy jak zażywając zmodyfikowaną dawkę
Extremis, Stark dopasowuje swoje ciało do kostiumu, stając się
"Iron Manem w środku i na zewnątrz"
Scenariusz ma swoje drobne potknięcia,
dotyczące głównie zachowania bohaterów w pewnych sytuacjach,
jednak jest bardzo solidny.
Skoro już przy bohaterach jesteśmy,
Tony Stark jest tym samym Tonym Starkiem, co zawsze. Inżynieryjnym
geniuszem obarczonym klątwą alkoholizmu, nienawidzącym samego
siebie. Bogatym i odnoszącym sukcesy, jednak przy tym samotnym i
świadomym niemoralności niektórych swoich czynów. Zdecydowanie
jedna z ciekawszych postaci uniwersum Marvela.
Z drugiej strony Mallen jest bardzo
uproszczony, w zasadzie pozbawiony charakteru. Wiemy, że nienawidzi
rządu, dlatego że policjanci zabili kogoś z jego rodziny, jednak
to tyle. Mallen nie ma jakichś konkretnych cech, jedyne co można o
nim powiedzieć, to że jest przepełniony nienawiścią. Jednak jak
już napisałem wcześniej, jest on bardziej symbolem, niż żywą
postacią i jako symbol się sprawdza.
Mało jest w komiksie postaci
drugoplanowych. W zasadzie jedynymi godnymi wymienienia są Maya i
Sal.
Maya to przyjaciółka głównego
bohatera z dawnych lat. Pracowała przy Extremis i to ona poprosiła
Tony'ego o pomoc, kiedy terroryści położyli łapy na jej
projekcie. Jest genialnym biologiem i bardzo lubi Starka (jako jedna
z nielicznych), martwi się o niego, kiedy przyjmuje dawkę Extremis.
Sal również jest przyjacielem
Tony'ego, to rodzaj starego mędrca, mieszkającego w głuszy, który
zawsze służy radą młodszym i mniej doświadczonym. Bardzo lubi
eksperymentować z narkotykami i opowiadać o tym swoim przyjaciołom.
Za rysunki w tym albumie odpowiadał
Adi Granov, młody rysownik o charakterystycznym, bardzo
realistycznym stylu, który chociaż bardzo schludny, średnio
przypadł mi do gustu.
Granov momentami miewa problemy z
twarzami postaci, szczególnie z wyrażaniem emocji. Mallen ciągle
szczerzy się, niczym dzikie zwierze, na każdym kadrze w ten sam
sposób, a krzyczące postaci zazwyczaj wyglądają po prostu
komicznie. Tła w wielu miejscach są szaro-bure i nieciekawe, jednak
tam gdzie już pojawi się jakiś szczegółowy krajobraz, jest on
bardzo przyjemny dla oka. To co dobrze wychodzi młodemu rysownikowi,
to uchwycenie ruchu w scenach walki, te wyglądają naprawdę nieźle,
tym bardziej, że Mallen w środkach nie przebiera i nie raz rzuca w
Iron Mana samochodami, czy elementami maszyn budowlanych.
Iron Man: Extremis nie jest komiksem
idealnym i ma swoje wady, mimo wszystko zasługuje na miejsce pośród
sześćdziesięciu najlepszych komiksów Marvela. Historia Iron Mana
została w zręczny sposób odświeżona, a inauguracyjny przeciwnik odmłodzonego herosa jest jego totalnym przeciwieństwem i chociaż
nie darzy nienawiścią samego Iron Mana, to jednak gardzi wszystkim,
co on sobą reprezentuje.
Myślę, że warto przeczytać ten
komiks, tym bardziej, że w przeciwieństwie do poprzednich, jest
otwarciem nowej serii i nie wymaga znajomości historii bohatera.









