Wspomniana kilka miesięcy temu Wielka
Kolekcja Komiksów Marvela w końcu trafiła w moje ręce.
Przynajmniej pierwsze trzy albumy z kolekcji. Reszta też już jest w
drodze, a ponieważ komiksy z serii mają ukazywać się przez dwa
lata, co dwa tygodnie, nie muszę się martwić o brak tematów na
wpisy.
Pierwszy album kolekcji to komiks The
Amazing Spider-Man: Powrót do domu.
Za niecałe piętnaście złotych (oczywiście cena znacznie wzrasta wraz z kolejnymi albumami) dostajemy szyty album w twardej oprawie, wydany na papierze wysokiej jakości, w dodatku przepełniony dodatkami. Poza samą historią mamy tutaj również krótki wstęp, pozwalający nam zapoznać się z wydarzeniami prowadzącymi do tych, o których przeczytamy w komiksie, biografie twórców, galerię artystów, którzy kreowali postać Spider-Mana na przestrzeni lat, galerię łotrów (ograniczoną do tych o zwierzęcych cechach), oraz szkicownik autorstwa J. Scotta Campbella, twórcy okładek.
Wielka Kolekcja to
zbiór sześćdziesięciu najlepszych komiksów jakie powstały pod
szyldem wydawnictwa Marvel
i chociaż nie czytałem wszystkich komiksów Marvela, a nawet mogę
się przyznać, że czytałem ich bardzo mało, to jednak jestem w
stanie uwierzyć, że ten album o Człowieku-Pająku zasługuje na
miano jednego z najlepszych.
Spider-Man w
wykonaniu Johna Romity Juniora jest dokładnie taki, jaki być
powinien – szczupły i giętki, a przy tym muskularny. Rysunki
młodszego Romity w ogóle zasługują na uznanie. Sceny
walki są wykonane w iście hollywoodzkim stylu, niemal czułem każdy
cios, który przyjmował nasz dzielny protagonista. Zobaczymy tutaj
również ładne bogate tła, będące zazwyczaj panoramą Nowego
Jorku, jednak na tyle zróżnicowaną, że nie nuży, mimo pokaźnych
rozmiarów albumu. Jedyne czego mogę się przyczepić
w pracach rysownika, to twarze. Zupełnie jakby artysta stwierdził, że
wszystko inne zrobił tak dobrze, iż przy twarzach już nie musi się
starać. Nie są one jednak wyjątkowo brzydkie, po prostu nie aż
tak dobre jak reszta. Pomimo tego drobnego szczegółu, John Romita
Senior może być dumny z syna.
Rysunki to jednak nie wszystko. To co moim zdaniem dało
miejsce temu komiksowi pośród najlepszych dzieł Marvela jest
zdecydowanie fabuła.
John Michael
Straczynski odwalił kawał dobrej roboty - świetne dialogi,
przezabawne onelinery Spider-Mana i historia, która wprowadza
niemałe zamieszanie w sposób postrzegania postaci.
Komiks zaczyna się
w momencie kiedy Peter próbuje się uporać z kolejną utratą
ukochanej, co oczywiście nie idzie mu najlepiej. Na swojej drodze
spotyka jednak Ezekiela, mężczyznę o mocach podobnych do
pajęczych, który zna prawdziwą tożsamość Spider-Mana i poddaje
w wątpliwość pochodzenie jego zdolności. Ezekiel uważa, że
źródłem mocy Człowieka-Pająka nie było promieniowanie, którym był dotknięty
pająk, a nieznana, mistyczna siła, którą nazywa "totemiczną mocą".
Do Nowego Jorku
przybywa jednak ktoś jeszcze - Morlun - prastara, niemal
niezniszczalna istota, żywiąca się ludźmi obdarzonymi totemiczną
mocą.
Sam Morlun nie jest niczym, czego byśmy już nie widzieli, zły, silny, niemal niezniszczalny, próbujący wszamać głównego bohatera - standard. Jednak walka z Morlunem, długa, trudna i bolesna, pomaga
bohaterowi pozbierać się po niedawnej stracie. Stanowi dla Spider-Mana swego rodzaju oczyszczenie. Momentami może wydawać się nieco przekombinowana, jednak w granicach tolerancji.
Historia Morluna i
Ezekiela, jak również "totemicznych mocy" jest owiana
mgiełką tajemnicy i pozostawia nas w lekkiej niepewności.
Motyw z totemami może się wydać niektórym trochę nie na miejscu, lecz
Straczynski nie mówi wprost, że prawdziwym źródłem mocy
Spider-Mana jest właśnie ta tajemnicza, mistyczna siła, daje
jednak czytelnikowi (i zapewne Stanowi Lee, jeśli przeczytał ten komiks) coś do przemyślenia, już po zamknięciu
albumu.
Podsumowując –
kawał dobrego komiksu. Chociaż można czepiać się szczegółów,
takich jak wspomniane już wyżej twarze, czy drobne błędy logiczne
(Spider-Man wskakujący do budynku o zmroku, burzący go w kilka
chwil i wyskakujący, kiedy Słońce jest już wysoko na niebie), to
jednak jest to bardzo solidne dzieło, zarówno na płaszczyźnie
treści jak i formy. Świetne wprowadzenie do kolekcji najlepszych
komiksów jednego z największych wydawnictw komiksowych na świecie.


Ładnie napisane! Zachęcająco.:>
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie wygłosić opinię, że zaprawiasz się w pisaniu, Kojocie. Mi przynajmniej Twoje teksty czyta się coraz przyjemniej, jakby nabierały płynności.
No i fajnie, że masz motywator do systematycznego się tu pojawiania!:D