środa, 6 lutego 2013

Wielka Kolekcja #1: The Amazing Spider-Man: Powrót do domu

Wspomniana kilka miesięcy temu Wielka Kolekcja Komiksów Marvela w końcu trafiła w moje ręce. Przynajmniej pierwsze trzy albumy z kolekcji. Reszta też już jest w drodze, a ponieważ komiksy z serii mają ukazywać się przez dwa lata, co dwa tygodnie, nie muszę się martwić o brak tematów na wpisy.




Pierwszy album kolekcji to komiks The Amazing Spider-Man: Powrót do domu.  
Za niecałe piętnaście złotych (oczywiście cena znacznie wzrasta wraz z kolejnymi albumami) dostajemy szyty album w twardej oprawie, wydany na papierze wysokiej jakości, w dodatku przepełniony dodatkami. Poza samą historią mamy tutaj również krótki wstęp, pozwalający nam zapoznać się z wydarzeniami prowadzącymi do tych, o których przeczytamy w komiksie, biografie twórców, galerię artystów, którzy kreowali postać Spider-Mana na przestrzeni lat, galerię łotrów (ograniczoną do tych o zwierzęcych cechach), oraz szkicownik autorstwa J. Scotta Campbella, twórcy okładek. 
 
Wielka Kolekcja to zbiór sześćdziesięciu najlepszych komiksów jakie powstały pod szyldem wydawnictwa Marvel i chociaż nie czytałem wszystkich komiksów Marvela, a nawet mogę się przyznać, że czytałem ich bardzo mało, to jednak jestem w stanie uwierzyć, że ten album o Człowieku-Pająku zasługuje na miano jednego z najlepszych.
Spider-Man w wykonaniu Johna Romity Juniora jest dokładnie taki, jaki być powinien – szczupły i giętki, a przy tym muskularny. Rysunki młodszego Romity w ogóle zasługują na uznanie. Sceny walki są wykonane w iście hollywoodzkim stylu, niemal czułem każdy cios, który przyjmował nasz dzielny protagonista. Zobaczymy tutaj również ładne bogate tła, będące zazwyczaj panoramą Nowego Jorku, jednak na tyle zróżnicowaną, że nie nuży, mimo pokaźnych rozmiarów albumu. Jedyne czego mogę się przyczepić w pracach rysownika, to twarze. Zupełnie jakby artysta stwierdził, że wszystko inne zrobił tak dobrze, iż przy twarzach już nie musi się starać. Nie są one jednak wyjątkowo brzydkie, po prostu nie aż tak dobre jak reszta. Pomimo tego drobnego szczegółu, John Romita Senior może być dumny z syna.



Rysunki to jednak nie wszystko. To co moim zdaniem dało miejsce temu komiksowi pośród najlepszych dzieł Marvela jest zdecydowanie fabuła.
John Michael Straczynski odwalił kawał dobrej roboty - świetne dialogi, przezabawne onelinery Spider-Mana i historia, która wprowadza niemałe zamieszanie w sposób postrzegania postaci.
Komiks zaczyna się w momencie kiedy Peter próbuje się uporać z kolejną utratą ukochanej, co oczywiście nie idzie mu najlepiej. Na swojej drodze spotyka jednak Ezekiela, mężczyznę o mocach podobnych do pajęczych, który zna prawdziwą tożsamość Spider-Mana i poddaje w wątpliwość pochodzenie jego zdolności. Ezekiel uważa, że źródłem mocy Człowieka-Pająka nie było promieniowanie, którym był dotknięty pająk, a nieznana, mistyczna siła, którą nazywa "totemiczną mocą".
Do Nowego Jorku przybywa jednak ktoś jeszcze - Morlun - prastara, niemal niezniszczalna istota, żywiąca się ludźmi obdarzonymi totemiczną mocą. 
Sam Morlun nie jest niczym, czego byśmy już nie widzieli, zły, silny, niemal niezniszczalny, próbujący wszamać głównego bohatera - standard. Jednak walka z Morlunem, długa, trudna i bolesna, pomaga bohaterowi pozbierać się po niedawnej stracie. Stanowi dla Spider-Mana swego rodzaju oczyszczenie. Momentami może wydawać się nieco przekombinowana, jednak w granicach tolerancji.
Historia Morluna i Ezekiela, jak również "totemicznych mocy" jest owiana mgiełką tajemnicy i pozostawia nas w lekkiej niepewności.
Motyw z totemami może się wydać niektórym trochę nie na miejscu, lecz Straczynski nie mówi wprost, że prawdziwym źródłem mocy Spider-Mana jest właśnie ta tajemnicza, mistyczna siła, daje jednak czytelnikowi (i zapewne Stanowi Lee, jeśli przeczytał ten komiks) coś do przemyślenia, już po zamknięciu albumu.

Podsumowując – kawał dobrego komiksu. Chociaż można czepiać się szczegółów, takich jak wspomniane już wyżej twarze, czy drobne błędy logiczne (Spider-Man wskakujący do budynku o zmroku, burzący go w kilka chwil i wyskakujący, kiedy Słońce jest już wysoko na niebie), to jednak jest to bardzo solidne dzieło, zarówno na płaszczyźnie treści jak i formy. Świetne wprowadzenie do kolekcji najlepszych komiksów jednego z największych wydawnictw komiksowych na świecie.

1 komentarz:

  1. Ładnie napisane! Zachęcająco.:>
    Pozwolę sobie wygłosić opinię, że zaprawiasz się w pisaniu, Kojocie. Mi przynajmniej Twoje teksty czyta się coraz przyjemniej, jakby nabierały płynności.
    No i fajnie, że masz motywator do systematycznego się tu pojawiania!:D

    OdpowiedzUsuń