piątek, 3 maja 2013

Wielkie gady w trójwymiarze



"Starszy facet otwiera park rozrywki z żywymi dinozaurami" - brzmi jak początek skeczu Monty Pythona, albo motyw z książki Prachetta, jednak jest to temat przewodni filmu zupełnie pozbawionego tego typu poczucia humoru.
Park Jurajski to bardzo dobry film akcji, ze świetnymi efektami specjalnymi i, w większości, przyzwoitą grą aktorską. Co prawda fabuła tego dzieła jest po prostu głupia, podobnie jak spora część bohaterów, jednak mimo to wszyscy (nawet ja) uwielbiają Park Jurajski.
Pomówmy przez chwilę o 3D. Ten film miał bardzo duży potencjał na wykonanie świetnych trójwymiarowych efektów, jednak jak zwykle nic z tego nie wyszło. Nie wiem, czy wynika to z lenistwa ludzi którzy przy tym pracowali, z faktu, że film jest dosyć stary i być może nie tak łatwo przerobić go na 3D, czy może po prostu ekran w kinie, w którym oglądałem film nie jest przystosowany do filmów w 3D (w takim razie, czemu je tam puszczają?).
Już kilka lat temu 3D stało się wymówką dwukrotnie droższych biletów, w zamian za które dostajemy niewygodne okulary i trochę lepiej wyglądający film. Podczas zeszłopiątkowego nocnego maratonu filmowego zostały puszczone obie części Insygniów Śmierci pierwsza w 2D, a druga w 3D i szczerze mówiąc, nie widziałem różnicy.
Jeżeli filmowcy tak bardzo chcą robić remasterowane wersje starych filmów, ja jestem jak najbardziej za, jednak wolałbym zobaczyć tam nieemitowane wcześniej sceny, czy poprawione efekty specjalne, trójwymiar, jeśli nie jest zrobiony naprawdę porządnie, tylko przeszkadza.



Wracając do Parku Jurajskiego, to oczywiście zupełnie przyzwoity film akcji, co prawda pozbawiony jakiejkolwiek logiki, co jednak nie przeszkadza w przyjemnym oglądaniu. Piękne efekty, które w ogóle się nie zestarzały, chociaż film jest moim równolatkiem, w większości dobra gra aktorska, ciekawy pomysł i typowe dla filmów Spielberga napięcie, które chwyta już w pierwszych scenach i nie puszcza aż do końca, zupełnie rekompensują sceny z dzieckiem porażonym przez 10000 volt, czy karmienie z ręki brachiozaura.
Jednak, wszystkie te rzeczy można było powiedzieć o filmie już dwadzieścia lat temu. Nie dostajemy nic nowego, nie ma nawet sekundy ujęć, których byśmy jeszcze nie widzieli. Film zostaje nieco "wypolerowany" i usuwają z niego drobne niedociągnięcia (jak włos na obiektywie kamery w ostatniej scenie). Ale czy warto płacić za bilet do kina, żeby zobaczyć tę samą scenę bez włosa na obiektywie?



Oczywiście opłacało się iść na Park Jurajski w ramach nocnego maratonu filmowego, gdzie za 24 złote (bilet studencki) dostaliśmy cztery filmy, w tym odnowiony Jurassic Park. Jednak iść na pojedynczy seans polecam tylko wielkim fanom Spielberga i ludziom którzy uwielbiają filmy w 3D, reszta nie dostanie nic, czego nie można wypożyczyć dużo taniej na DVD. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz