czwartek, 9 sierpnia 2012

Zagubione w czasie: Zax: The Alien Hunter

Wiem, że miałem napisać recenzję "Mroczny Rycerz Powstaje", jednak z przyczyn osobistych nie mogłem pójść do kina, oraz w ostatnim czasie dodawać notek. Widząc jakie opinie zbiera najnowszy film Nolana, raczej nie mam czego żałować. Jednak jeśli istnieją na świecie jacyś ludzie którzy czekali na tę recenzję, przepraszam ich za to naganne zaniedbanie.










Zax: The Alien Hunter, to przygodowa gra akcji, wydana w 2001 roku przez JoWooD Entertainment. W grze przyjdzie nam się wcielić w tytułowego beznosego łowcę kosmitów.
Zax to kosmiczny włóczęga, który w wyniku awarii swojego statku spada na planetę zamieszkaną przez prymitywną rasę zwaną Korbo, która wcześniej została opanowana przez rasę agresywnych robotów, dowodzonych przez wielkiego Oma, który podaje się za boga i dosłownie rządzi Korbo żelazną ręką.
Widząc spadający z nieba statek głównego bohatera, tubylcy dopatrują się w tym spełnienia swojej przepowiedni, o wojowniku z niebios który wyzwoli ich lud. Na początku Zax interesuje się wyłącznie naprawieniem swojego statku, później w pomocy Korbo dopatruje się sposobu zysku, w końcu niechętnie akceptuje rolę bohatera.
 Gra oferuje nam nieskomplikowaną rozgrywkę sprowadzającą się do złomowania coraz większych ilości metalowych przeciwników, oraz znajdowania tajemnych artefaktów, w stylu starożytnych kluczy, czy rytualnych sztyletów które pomogą nam przejść przez kolejne zamknięte wrota. Monotonię gry łamią okazjonalne zadania w stylu uwolnienia uwięzionych Korbo, czy walki z bossem. Ponadto w grze mamy szeroki wybór broni, którą wykonać musimy sami, wykorzystując do tego dwa surowce znajdowane na planecie: rudę i kryształy. Poza bronią możemy konstruować liczne przydatne gadżety, jak miny zbliżeniowe, tarczę energetyczną, bez której nie ma co wychodzić ze statku, apteczki, czy działko automatyczne.
Co więcej grę ratuje duża dawka niewyszukanego, ale momentami całkiem zabawnego humoru. Zax często dworuje sobie ze swoich przeciwników, czy rzuca onelinerami których nie powstydziłby się nawet Duke Nukem, co więcej jego wielce pomocny komputer pokładowy otrzymał twarz i imię kobiety lekkich obyczajów, której zdjęcie Zax wozi przypięte w kokpicie statku. Rozgrywka jest prosta i dynamiczna, a sterowanie łatwe do ogarnięcia.




Jeśli chodzi o minusy gry, nie podoba mi się system zapisu, gdzie nie możemy nadpisywać gry. Musimy więc, albo regularnie kasować stare zapisy, albo przygotować się na zasypanie nimi, a grę, szczególnie na najwyższym poziomie trudności lepiej zapisywać często. Na szczęście twórcy pomyśleli o szybkim zapisie. AI przeciwników, jak i sprzymierzeńców również nie zachwyca i nie raz przyszło mi kląć na Korbo wbiegającego prosto na linie strzału wroga, lub śmiać się z robotów, które nie widziały, że stojący obok nich kolega jest już tylko kupką złomu. Zabawę psują również krajobrazy, które są bardzo monotonne. Zanim uświadczymy coś innego niż lesiste równiny na powierzchni, albo jaskinie pod ziemią czeka nas kilka godzin szarej, lub zielonej monotonii.
  
Poza tym nie mam do Zaxa większych zastrzeżeń, jest dokładnie tym, czego się spodziewałem, pierwszy raz instalując tę grę, czyli prostą grą akcji, o ciekawej aczkolwiek nieskomplikowanej fabule, która stanowi od czasu do czasu miłą odskocznię od rozbudowanych gier RPG, kipiących od piętrzących się intryg i wątków pobocznych.
Dlatego tę, jedenastoletnią już, grę polecam wszystkim którzy nie wymagają za bardzo rozbudowanej fabuły i skomplikowanej rozgrywki, a szukają jedynie prostego odstresowywacza. Chociaż tutaj muszę ostrzec, w niektórych miejscach Zax potrafi zagiąć i wiele przekleństw i wysiłku kosztuje przejście niektórych etapów.
Niemniej jednak Zax zawsze sprawiał mi dużo frajdy, dlatego z czystym sumieniem polecam go wszystkim graczom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz