piątek, 31 sierpnia 2012

Zagubione w czasie: Wacki: Kosmiczna Rozgrywka





 „Wacki: Kosmiczna Rozgrywka” to prosta point’n’clickowa przygodówka, wydana w 1998 roku przez polskie studio Seven Stars. „Wacki” poznałem już jako kilkuletni dzieciak, za pośrednictwem magazynu „CD-Action” i od razu się w nich zakochałem.  Specyficzny, zabawny klimat gry (którego nie rozumiałem ni w ząb) bawił mnie wtedy, tak samo jak bawi mnie dzisiaj.

Gra opowiada historię Franza i Edka, dwóch młodych warszawiaków, którzy z powodu awarii żółtego malucha zmuszeni są spędzać wakacje na ławce pod blokiem. Na szczęście spotykają przybysza z kosmosu imieniem Argh, który wysyła ich z misją odnalezienia części Atomowego Czasoprzestrzennego Modyfikatora Energii, rozsianych po całej Ziemi i niezbędnych do uratowania zarówno jego, jak i naszego świata.
Tutaj rozpoczyna się nasza przygoda. Wspólnie z Franzem i Edkiem odwiedzamy warszawskie blokowisko, Amerykę, Afrykę, oraz Oceanię, gdzie pokonując masę łamigłówek zdobywamy kolejne części ACME.

Co do samych zagadek, rozwiązania niektórych z nich są wręcz oczywiste, jednak dużo więcej jest takich, nad którymi przyjdzie nam zastanawiać się dłuższy czas, aż w końcu w akcie frustracji zaczniemy klikać na wszystko co się da i w jakiś sposób je rozwiążemy (lub znajdziemy w Internecie solucję).
Nasi bohaterowie różnią się nieco od siebie, dlatego też, niektóre z zadań wykonać może tylko Franz, inne tylko Edek, pomyłka będzie nas kosztować punkt życia, których całkowita utrata zaowocuje zakończeniem gry. 



Grę cechuje bardzo zabawny, chociaż niezbyt górnolotny, humor, serwowany graczom głównie w przerywnikach filmowych, oraz kreskówkowa, rysowana ręcznie grafika, która kojarzy mi się nieco z kreskówkami z Cartoon Network, oraz humorystyczny interfejs, w którym przyciski „tak” i „nie” zostały zastąpione przyciskami „siur” i „olej”.
Całość (a szczególnie pierwszy etap gry) wręcz ocieka klimatem wczesnej post-komuny, który zapewne przypadnie do gustu ludziom którzy pamiętają dokładnie lata dziewięćdziesiąte, jeszcze bardziej niż mnie.
Co więcej, chociaż w trakcie rozgrywki raczej nie uświadczymy soundtracku, motyw przewodni „Wacków”, to utwór który w największym leniu obudzi żądzę odpalenia żółtego malucha i wyruszenia w pełną przygód, niebezpieczną podróż dookoła świata.



Największą wadą „Wacków” są problemy z odpaleniem gry na nowszych systemach. Ja sam dokonałem tej sztuki po kilku godzinach szperania po przeróżnych forach internetowych, a w trakcie gry i tak bardzo często wyrzucało mnie do systemu, dlatego zapisywanie po każdym wykonanym ruchu było niezbędne, co zdecydowanie psuło całą zabawę.
Jednak, jeśli ktoś, jakimś cudem ma gdzieś wśród starych, nieużywanych płyt, płytę z Windowsem 98, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przeniósł się tym swoistym wehikułem czasu o dwie dekady wstecz.

1 komentarz:

  1. O ja, Wacki <3
    Zagrywałam się w to swego czasu u kuzyna, kiedy to było ;d

    OdpowiedzUsuń