„Wacki: Kosmiczna Rozgrywka” to prosta point’n’clickowa
przygodówka, wydana w 1998 roku przez polskie studio Seven Stars. „Wacki”
poznałem już jako kilkuletni dzieciak, za pośrednictwem magazynu „CD-Action” i
od razu się w nich zakochałem.
Specyficzny, zabawny klimat gry (którego nie rozumiałem ni w ząb) bawił
mnie wtedy, tak samo jak bawi mnie dzisiaj.
Gra opowiada historię Franza i Edka, dwóch młodych
warszawiaków, którzy z powodu awarii żółtego malucha zmuszeni są spędzać
wakacje na ławce pod blokiem. Na szczęście spotykają przybysza z kosmosu
imieniem Argh, który wysyła ich z misją odnalezienia części Atomowego
Czasoprzestrzennego Modyfikatora Energii, rozsianych po całej Ziemi i
niezbędnych do uratowania zarówno jego, jak i naszego świata.
Tutaj rozpoczyna się nasza przygoda. Wspólnie z Franzem i
Edkiem odwiedzamy warszawskie blokowisko, Amerykę, Afrykę, oraz Oceanię, gdzie
pokonując masę łamigłówek zdobywamy kolejne części ACME.
Co do samych zagadek, rozwiązania niektórych z nich są wręcz
oczywiste, jednak dużo więcej jest takich, nad którymi przyjdzie nam
zastanawiać się dłuższy czas, aż w końcu w akcie frustracji zaczniemy klikać na
wszystko co się da i w jakiś sposób je rozwiążemy (lub znajdziemy w Internecie
solucję).
Nasi bohaterowie różnią się nieco od siebie, dlatego też,
niektóre z zadań wykonać może tylko Franz, inne tylko Edek, pomyłka będzie nas
kosztować punkt życia, których całkowita utrata zaowocuje zakończeniem gry.
Grę cechuje bardzo zabawny, chociaż niezbyt górnolotny,
humor, serwowany graczom głównie w przerywnikach filmowych, oraz kreskówkowa,
rysowana ręcznie grafika, która kojarzy mi się nieco z kreskówkami z Cartoon
Network, oraz humorystyczny interfejs, w którym przyciski „tak” i „nie” zostały
zastąpione przyciskami „siur” i „olej”.
Całość (a szczególnie pierwszy etap gry) wręcz ocieka
klimatem wczesnej post-komuny, który zapewne przypadnie do gustu ludziom którzy
pamiętają dokładnie lata dziewięćdziesiąte, jeszcze bardziej niż mnie.
Co więcej, chociaż w trakcie rozgrywki raczej nie
uświadczymy soundtracku, motyw przewodni „Wacków”, to utwór który w największym
leniu obudzi żądzę odpalenia żółtego malucha i wyruszenia w pełną przygód,
niebezpieczną podróż dookoła świata.
Największą wadą „Wacków” są problemy z odpaleniem gry na
nowszych systemach. Ja sam dokonałem tej sztuki po kilku godzinach szperania po
przeróżnych forach internetowych, a w trakcie gry i tak bardzo często wyrzucało
mnie do systemu, dlatego zapisywanie po każdym wykonanym ruchu było niezbędne, co
zdecydowanie psuło całą zabawę.
Jednak, jeśli ktoś, jakimś cudem ma gdzieś wśród starych, nieużywanych
płyt, płytę z Windowsem 98, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przeniósł się tym
swoistym wehikułem czasu o dwie dekady wstecz.


O ja, Wacki <3
OdpowiedzUsuńZagrywałam się w to swego czasu u kuzyna, kiedy to było ;d