niedziela, 2 września 2012
Choroba tocząca Gotham
Kilka dni temu wyruszyłem do radomskiego Empiku, na poszukiwania wspomnianego wcześniej komiksu o Spider-Manie. Okazały się one bezowocne, jednak aby osłodzić nieco gorycz porażki zakupiłem album „Joker”, z serii „Obrazy Grozy”, autorstwa Briana Azzarello i Lee Bermejo.
Historia „Jokera” rozpoczyna się w momencie kiedy tytułowy bohater zostaje wypuszczony z Azylu Arkham. Pozbawiony pieniędzy i szacunku Joker postanawia odzyskać to co jego, ukarać niekompetentnych ludzi, którym powierzył opiekę nad miastem pod swoją nieobecność i wydrzeć Gotham z łapsk Dwóch-Twarzy. Każdy kto widział Jokera w jakimkolwiek komiksie, filmie, kreskówce, czy grze domyśla się, że plan swój wykona on w sposób jak najbardziej kreatywny i krwawy. Pomysłowości Jokerowi nie brakuje i tutaj, a gdybym wyżął komiks w rękach, zapewne zapaćkałbym krwią podłogę.
Cała historia przedstawiona jest z perspektywy Johnnego Frosta, mało znaczącego gangstera z Gotham City, który chcąc się wybić w przestępczym podziemiu miasta, przyłącza się do Jokera.
Johnny podziwia swojego nowego szefa, boi się go, ale jednocześnie jest nim zafascynowany, chce być taki jak on. Obaj panowie mają podobne ambicje, Joker jako zdetronizowany król Gotham, chce odzyskać swoją koronę, natomiast Johny chce wstąpić na jego dwór.
Chociaż, jak sam tytuł wskazuje, w centrum całej historii stoi najsłynniejszy przeciwnik Batmana, gościnne występy zaliczyło także kilku innych znanych przestępców z Gotham, takich jak Killer Croc, zawsze wierna Harley Quinn, Pingwin, zdegradowany do roli mafijnego księgowego, Riddler i Dwie-Twarze. Pojawia się tutaj również sam Zamaskowany Krzyżowiec, jednak jest go tutaj jak na lekarstwo. Wszystkie wymienione tutaj postacie są przedstawione w tym komiksie w godny uwagi sposób, ale szczególnie przypadła mi do gustu wizja twórców na postać Killer Croca.
Rysownik Lee Bernejo, jest jednym z nielicznych, którzy zrozumieli, iż choroba skóry, z powodu której cierpi Waylon Jones nie czyni z niego ogromnej, wynaturzonej bestii przypominającej wyglądem miniaturową Godzillę.
Skoro już o wyglądzie mowa, wizualnie całość prezentuje się lepiej niż dobrze. Klimatyczna okładka, przedstawiająca wyszczerzone usta Jokera, oraz świetne, wyjątkowo realistyczne rysunki Bermejo, wzbogacone ponurą kolorystyką spod pędzla Patricii Mulvihill, zdecydowanie wpływają na przyjemność z czytania.
Również wydanie zasługuje na kilka słów uznania. Twarda oprawa i ponad sto trzydzieści stron kredowego papieru, są warte tych siedemdziesięciu złotych, których ubyło mi z portfela.
Próbuję znaleźć coś, czego mógłbym się przyczepić, ale nic nie przychodzi mi na myśl. Joker zamiast tradycyjnego, szerokiego uśmiechu, ma blizny, kojarzące się z Heathem Ledgerem z „Mrocznego Rycerza”, co niezbyt przypadło mi do gustu, jednak wpasowuje się to w klimat komiksu. Poza tym, zakończenie jest nieco przewidywalne, ale stanowi solidne zwieńczenie całej historii.
Twórcy dopieścili „Jokera” jak tylko mogli, wszystko jest w nim co najmniej takie jakie być powinno. Od ciekawych dialogów, przez wciągającą fabułę, po fantastyczne rysunki. Często podczas czytania, zatrzymywałem się na dłuższą chwilę, tylko po to, aby podziwiać pojedynczy kadr. Co więcej, porządne wydanie tłumaczy wysoką cenę.
Jeśli ktoś szuka dobrego, mrocznego komiksu, a w dodatku lubi uniwersum w którym rozgrywa się akcja „Jokera”, na pewno nie pożałuje wydanych nań pieniędzy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2013
(52)
- ► października (6)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz