piątek, 19 października 2012

Detektyw w kosmosie




W czasach, które na szczęście znam tylko z opowieści, kiedy sklepowe półki świeciły pustkami,  a każda książka, gazeta, utwór muzyczny, czy nawet komiks, przed wydaniem przechodziły ścisłe kontrole,  twórcom mimo wszystko nie brakowało wyobraźni i inwencji twórczej.   
Najlepszym tego przykładem jest Stanisław Lem,  o nim jednak innym razem.
Teraz chciałem opowiedzieć o Bogusławie Polchu, Macieju Parowskim i Jacku Rodku,  a raczej o stworzonym przez tych panów detektywie.

Funky Koval,  bo o nim mowa,  to kosmiczny detektyw pracujący w agencji Universs. 
Porucznik Koval to typ maczo-kobieciarza,  który chętnie rzuca się w wir akcji i ratuje piękne panie z opresji. Ot, typowy główny bohater, nie pozbawiony charakteru.
Funky to jednak nie Rambo i jeśli nie musi nie działa sam.
W licznych przygodach często towarzyszy mu piękna Brenda, której twarzy użyczyła Dana Polch, małżonka rysownika, oraz jego szef Paul Barley, inspirowany postacią Lecha Jęczmyka.
W komiksie pojawia się w ogóle dużo postaci wzorowanych na mniej, lub bardziej znanych osobistościach, a scenarzyści wpisali do historii nawet samych siebie.  



Czterdziestodziewięciostronicowy album opowiada o kilku, nie powiązanych ze sobą misjach agencji Universs, w trakcie których Funky zwiedza odległe planety, ratuje miss universum, a nawet cofa się w czasie.
Funky Koval (komiks, nie bohater)  w pewien sposób kojarzy mi się z Kapitanem Żbikiem, może to przez kreskę Bogusława Polcha, który pracował również przy Żbiku, lub ze względu na fakt, iż oba komiksy powstawały w tych samych realiach, mają więc pewne cechy wspólne.

Pierwszy album opowiadający o przygodach Funky’ego zakupiłem za całkiem rozsądną cenę dwudziestu jeden złotych,  dostając za te pieniądze ładne, odświeżone wydanie, na dobrym śliskim papierze. Dla porównania stary komiks „Batman & Judge Dredd” (o którym również planuję napisać) mający niemal tyle lat co ja, oraz gubiący kartki, kupiłem trzy razy drożej. Niestety, tak to już w świecie komiksów bywa, że im coś bardziej zniszczone, tym zazwyczaj droższe.



Podobno powstaje film na podstawie komiksów o Funky’m, a w tytułową rolę ma wcielić się Josh Holloway. Jednak chociaż filmweb twierdzi, że premiera filmu „będzie” w roku 2011, cały czas ani widu, ani słychu filmowego Kovala.

Pierwszy album opowiadający o przygodach Funky’ego sprawia wrażenie, jakby twórcy sami jeszcze do końca nie wiedzieli co chcą zrobić z komiksem, oraz jak dalej potoczy się akcja, jest to jednak częsta przypadłość początków serii. Wnioskując po opinii jaką cieszy się Funky wśród fanów komiksu, śmiem twierdzić, że stan ten zmienia się, wraz z kolejnymi albumami.  

Mimo wszystko, ciężko mi komukolwiek ten komiks polecić. Jeśli ktoś lubi komiksy, zapewne już czytał, lub przeczytać ma zamiar, a jeśli ktoś za nimi nie przepada, po przeczytaniu Funky’ego raczej się nie przekona. Tak czy inaczej, jest to dosyć istotny kawałek polskiej popkultury i znać się powinno, tak jak Mickiewicza, czy Kochanowskiego.

1 komentarz: