W czasach, które na szczęście znam tylko z opowieści,
kiedy sklepowe półki świeciły pustkami,
a każda książka, gazeta, utwór muzyczny, czy nawet komiks, przed
wydaniem przechodziły ścisłe kontrole, twórcom mimo wszystko nie brakowało wyobraźni
i inwencji twórczej.
Najlepszym tego przykładem jest Stanisław Lem, o nim jednak innym razem.
Teraz chciałem opowiedzieć o Bogusławie Polchu, Macieju
Parowskim i Jacku Rodku, a raczej o
stworzonym przez tych panów detektywie.
Funky Koval, bo o
nim mowa, to kosmiczny detektyw pracujący
w agencji Universs.
Porucznik Koval to typ maczo-kobieciarza, który chętnie rzuca się w wir akcji i ratuje
piękne panie z opresji. Ot, typowy główny bohater, nie pozbawiony charakteru.
Funky to jednak nie Rambo i jeśli nie musi nie działa
sam.
W licznych przygodach często towarzyszy mu piękna
Brenda, której twarzy użyczyła Dana Polch, małżonka rysownika, oraz jego szef
Paul Barley, inspirowany postacią Lecha Jęczmyka.
W komiksie pojawia się w ogóle dużo postaci wzorowanych
na mniej, lub bardziej znanych osobistościach, a scenarzyści wpisali do
historii nawet samych siebie.
Czterdziestodziewięciostronicowy album opowiada o kilku,
nie powiązanych ze sobą misjach agencji Universs, w trakcie których Funky
zwiedza odległe planety, ratuje miss universum, a nawet cofa się w czasie.
Funky Koval (komiks, nie bohater) w
pewien sposób kojarzy mi się z Kapitanem Żbikiem, może to przez kreskę Bogusława
Polcha, który pracował również przy Żbiku, lub ze względu na fakt, iż oba
komiksy powstawały w tych samych realiach, mają więc pewne cechy wspólne.
Pierwszy album opowiadający o przygodach Funky’ego
zakupiłem za całkiem rozsądną cenę dwudziestu jeden złotych, dostając za te pieniądze ładne, odświeżone
wydanie, na dobrym śliskim papierze. Dla porównania stary komiks „Batman &
Judge Dredd” (o którym również planuję napisać) mający niemal tyle lat co ja, oraz gubiący kartki, kupiłem trzy
razy drożej. Niestety, tak to już w świecie komiksów bywa, że im coś bardziej
zniszczone, tym zazwyczaj droższe.
Podobno powstaje film na podstawie komiksów o Funky’m, a
w tytułową rolę ma wcielić się Josh Holloway. Jednak chociaż filmweb twierdzi,
że premiera filmu „będzie” w roku 2011, cały czas ani widu, ani słychu
filmowego Kovala.
Pierwszy album opowiadający o przygodach Funky’ego
sprawia wrażenie, jakby twórcy sami jeszcze do końca nie wiedzieli co chcą
zrobić z komiksem, oraz jak dalej potoczy się akcja, jest to jednak częsta
przypadłość początków serii. Wnioskując po opinii jaką cieszy się Funky wśród
fanów komiksu, śmiem twierdzić, że stan ten zmienia się, wraz z kolejnymi
albumami.
Mimo wszystko, ciężko mi komukolwiek ten komiks polecić.
Jeśli ktoś lubi komiksy, zapewne już czytał, lub przeczytać ma zamiar, a jeśli
ktoś za nimi nie przepada, po przeczytaniu Funky’ego raczej się nie przekona. Tak czy
inaczej, jest to dosyć istotny kawałek polskiej popkultury i znać się powinno,
tak jak Mickiewicza, czy Kochanowskiego.



Vakelee,vakeleee!
OdpowiedzUsuń