niedziela, 7 lipca 2013

Wielka Kolekcja #13: Marvels

Zrecenzowałem prawie wszystkie albumy z Wielkiej Kolekcji, jakie do tej pory wyszły.
O jednych pisałem lepiej, o innych gorzej, ale większość z nich to komiksy co najmniej bardzo dobre.
Jednak dzieło Busieka i Rossa przyćmiewa je wszystkie, zarówno pod względem treści, jak i formy.



Marvels przedstawia nam najważniejsze wydarzenia z uniwersum Marvela oczami Phila Sheldona, dziennikarza zafascynowanego "Cudownymi", jak nazywa zamaskowanych bohaterów.
Komiksów zrealizowanych w tej konwencji powstało bardzo wiele, ten jednak zdecydowanie się wyróżnia. Tutaj to właśnie Phil Sheldon jest głównym bohaterem. To jego losy będziemy śledzić, obserwując jak wydarzenia, których głównymi aktorami są superbohaterowie i ich przeciwnicy, wpływają na życie prostego dziennikarza.

Komiks zaczyna się w roku 1939, kiedy to młody Phil pierwszy raz napotyka jednego z Cudownych - androida zwanego Ludzką Pochodnią, stworzonego przez Phineasa Hortona.
Wkrótce pojawiają się również kolejni: Namor Sub-Mariner, Kapitan Ameryka, Avengers, Fantastyczna Czwórka i wielu innych.
Album pokazuje nam jak wygląda świat zamieszkany przez superbohaterów z perspektywy zwykłego, małego człowieczka. Niewiele tutaj znajdziemy wielkich bitew. O wszystkich wydarzeniach dowiadujemy się tak ja Phil, z telewizji, radia, czy poprzez krążące plotki. Niektórym sytuacjom będzie nam dane przyjrzeć się z bliska, w końcu pan Sheldon jest reporterem,  jednak zazwyczaj będziemy oglądać najważniejsze wydarzenia tego wielkiego, barwnego świata z perspektywy stojącego w tłumie gapia. 



Całość podzielona jest na cztery rozdziały, oddalone od siebie o kilka lat. Największe wrażenie zrobił na mnie rozdział drugi, opowiadający o ludzkiej nienawiści wobec mutantów.
Rozsierdzone tłumy biegające po ulicach miast z widłami, rasistowskie hasła wypisywane na murach, mała dziewczynka, zmuszona do ukrycia się w piwnicy, ze względu na swoją odmienność, klimat ogólnie panującej nienawiści, dodatkowo wyjaskrawiony poprzez kontrast z wielką radością, jaką żyje cały Nowy Jork w związku ze zbliżającym się ślubem Reeda Richardsa i Sue Storm.
W pozostałych rozdziałach zobaczymy między innymi atak Galactusa, czy śmierć Gwen Stacy.
Każdy rozdział poprzedza przedmowa, ich autorami są Stan Lee, John Romita, oraz twórcy tego albumu Kurt Busiek i Alex Ross.



Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to dawno (o ile w ogóle) nie widziałem tak dobrze i realistycznie zilustrowanego komiksu. I nie ma się co dziwić, Alex Ross naprawdę się nad tym dziełem napracował (o czym można przeczytać w materiałach dodatkowych). Nie mamy tutaj tradycyjnych rysunków wykonanych ołówkiem i tuszem, zamiast tego dostajemy malowane ilustracje, które często powstawały w oparciu o fotografie. Ross wykonał nawet tekturową replikę hełmu Galactusa, aby móc pooglądać go z każdej strony, oraz znalazł kostium Thinga, aby zobaczyć jak pada światło na jego kamienne ciało.

Jednak nie tylko Alex Ross miał przy Marvels masę roboty.
Kurt Busiek również wziął na swoje barki duży ciężar. Napisanie nowych przygód danego bohatera, czy grupy bohaterów to jedno, ale opisanie z odmiennej perspektywy zdarzeń które dawniej miały miejsce w świecie Marvela to zupełnie co innego. W końcu różne serie wychodziły i wychodzą równolegle, a wydarzenia z jednej, zawsze rezonują na pozostałe. Scenarzysta Marvels miał więc do nadrobienia sporo czytelniczych zaległości, co z pewnością mu się opłaciło.
Atak Galactusa jest tutaj przedstawiony nieco inaczej niż w komiksach o Fantastycznej Czwórce, a rozdział o Gwen Stacy stracił by sporo "magii",  gdyby nie przedstawiono w nim najazdu wojsk Namora na Nowy Jork.




Poza samym komiksem i wspomnianymi już przedmowami, dostaniemy tutaj aż 13 stron materiałów dodatkowych, zawierających krótką historię ewolucji pomysłu na ten album, osiem stron zwierzeń autora ilustracji, oraz odświeżone wersje okładek niektórych klasycznych komiksów. 

Gdybym miał wystawić temu albumowi ocenę, dałbym mu mocne 10/10, pieczęć uznania i bukiet kwiatów. Nie mam jednak w zwyczaju wystawiania ocen, a jakość tego komiksu raczej ciężko wyrazić za pomocą pojedynczego numerka.
Jeśli lubicie komiksy i uniwersum Marvela, z pewnością powinniście przeczytać ten album, jeśli nie, na pewno polubicie po jego przeczytaniu. Polecam ten album szczególnie ludziom, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś o historii uniwersum, a nie chce im się czytać całej masy starych komiksów, lub stron marvelowskiej wikipedii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz