Historia kilkuletniego geniusza mającego niezależnie od swej woli uratować ludzkość przed ponowną inwazją z kosmosu - tak, twórcy zdecydowanie mieli twardy orzech do zgryzienia.
Świetnie wypadają również aktorzy, Harison Ford był świetnym wyborem do roli pułkownika Graffa, rola Bena Kingsleya wydawała mi się nieco zbyt okrojona, chociaż on sam wypadł dobrze w roli Mazera Rackhama, a grający Endera, Asa Buttefrield, oraz jego małoletni koledzy spisali się dużo lepiej niż można by się spodziewać po aktorach w tym wieku.
Ciężko stwierdzić, czy Gra Endera to ekranizacja, czy adaptacja. Film pomija niektóre wątki poboczne książki, jednak główna oś fabularna przedstawiona jest raczej wiernie, chociaż sprawia wrażenie opowiedzianej zbyt szybko. Film jest zdecydowanie za krótki i to jego główna wada. Oczywiście nie mówię, że Gavin Hood powinien z robić z Gry Endera trzy niedorzecznie długie filmy, tak jak robi to Peter Jackson z Hobbitem, jednak półtorej godziny to zdecydowanie za mało na opowiedzenie historii z książki Orsona Scotta Carda.
Mimo wszystko było to wyjątkowo przyjemne półtorej godziny i wyszedłem z kinowej sali bardzo zadowolony, chociaż nie jestem pewien, czy ludzie którzy nie czytali książki mogą powiedzieć to samo.
Widziałem już jak fani książki wylewają żółć na ten film, jednak należy zrozumieć, że literatura i kino rządzą się różnymi prawami i na dobrą sprawę zekranizowanie książki słowo w słowo nie byłoby dobrym pomysłem. Oczywiście wiele rzeczy można było zrobić lepiej, jednak mimo to polecam film wszystkim tym, którzy lubią książkowy pierwowzór. Jeśli ktoś nie czytał książki, raczej powinien się z nią zapoznać przed pójściem do kina, w żadnym wypadku nie odwrotnie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz