środa, 6 listopada 2013

Mały chłopiec na dużym ekranie

Gra Endera to film na który czekałem z wielkim zaciekawieniem, ale również pełen  obaw. W końcu tak wiele filmów ostatnio zawiodło, a arcydzieło Orsona Scotta Carda to jednak niełatwy materiał do zekranizowania.
Historia kilkuletniego geniusza mającego niezależnie od swej woli uratować ludzkość przed ponowną inwazją z kosmosu - tak, twórcy zdecydowanie mieli twardy orzech do zgryzienia.



Szczerze mówiąc, bałem się, że  Gra Endera będzie kolejnym ładnym i efekciarskim hiciorem, w którym fabuła będzie jedynie pretekstem do pokazania widowiskowych ujęć. Zostałem jednak pozytywnie zaskoczony. Film faktycznie jest bardzo ładny i wizualnie robi wielkie wrażenie, jednak nie uświadczymy tutaj przerostu formy nad treścią. Mimo świetnych efektów specjalnych, film - podobnie jak książka - cały czas pozostaje historią genialnego chłopca, wykorzystywanego i poddawanego niesamowicie trudnym próbom, torturowanego psychicznie, aby mógł ocalić świat, dla której realia science-fiction stanowią jedynie tło.
Świetnie wypadają również aktorzy, Harison Ford był świetnym wyborem do roli pułkownika Graffa, rola Bena Kingsleya wydawała mi się nieco zbyt okrojona, chociaż on sam wypadł dobrze w roli Mazera Rackhama, a grający Endera, Asa Buttefrield, oraz jego małoletni koledzy spisali się dużo lepiej niż można by się spodziewać po aktorach w tym wieku.



Ciężko stwierdzić, czy Gra Endera to ekranizacja, czy adaptacja. Film pomija niektóre wątki poboczne książki, jednak główna oś fabularna przedstawiona jest raczej wiernie, chociaż sprawia wrażenie opowiedzianej zbyt szybko. Film jest zdecydowanie za krótki i to jego główna wada. Oczywiście  nie mówię, że Gavin Hood powinien z robić z Gry Endera trzy niedorzecznie długie filmy, tak jak robi to Peter Jackson z Hobbitem, jednak  półtorej godziny to zdecydowanie za mało na opowiedzenie historii z książki Orsona Scotta Carda. 
Mimo wszystko było to wyjątkowo przyjemne półtorej godziny i wyszedłem z kinowej sali bardzo zadowolony, chociaż nie jestem pewien, czy ludzie którzy nie czytali książki mogą powiedzieć to samo.


Widziałem już jak fani książki wylewają żółć na ten film, jednak należy zrozumieć, że literatura i kino rządzą się różnymi prawami i na dobrą sprawę zekranizowanie książki słowo w słowo nie byłoby dobrym pomysłem. Oczywiście wiele rzeczy można było zrobić lepiej, jednak mimo to polecam film wszystkim tym, którzy lubią książkowy pierwowzór. Jeśli ktoś nie czytał książki, raczej powinien się z nią zapoznać przed pójściem do kina, w żadnym wypadku nie odwrotnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz