czwartek, 2 stycznia 2014

Wielka Kolekcja #26: Tajne Wojny

Tajne Wojny to jedna z moich ulubionych historii osadzonych w uniwersum Marvela. Ta dwunastoczęściowa seria miała być zwykłą kampanią marketingową, promującą nową linię zabawek. Urosła jednak do rangi najbardziej popularnego i jednego z najciekawszych crossoverów w historii wydawnictwa.
Grupa najznamienitszych ziemskich herosów, oraz grupa najgorszych łotrów przeniesione na obcą planetę przez istotę spoza naszego wszechświata, gdzie mają stoczyć ze sobą walkę na śmierć i życie.
Dodajmy do tego czarny kostium Spider-Mana, nową Spider-Woman, oraz zniknięcie Thinga, a fani Marvela - jak i fani komiksu w ogóle - będą kupieni.
Jim Shooter, scenarzysta komiksu, nie chciał mieszać w ciągłości poszczególnych serii, w których występowali przedstawieni w Tajnych Wojnach bohaterowie. Dlatego też każdy z nich znikał na końcu jednego zeszytu, aby powrócić na początku kolejnego. W ten sposób ciągłość wszystkich serii została zachowana, a jednocześnie wzrosło zainteresowanie czytelników serią Secret Wars.
Seria powstała w roku 1984. Wcześniej powstawały już crossovery, jednak nigdy na aż taką skalę. W komiksie pojawiają się wszyscy ówcześni ulubieńcy czytelników: Avengers, X-Men, Fantastyczna Czwórka, oraz Spider-Man i Hulk. Nasi dzielni bohaterowie stają przeciw barwnej gromadzie superzłoczyńców, wśród których znajdziemy Galactusa, Doktora Dooma, Molecule Mana, Wrecking Crew, Ultrona, czy Doktora Octopusa.
Herosi i złoczyńcy zostali porwani przez potężną, pochodzącą spoza naszego wszechświata istotę zwaną Beyonder. Beyonder umieścił ich na stworzonej przez siebie planecie, gdzie mają ku jego uciesze walczyć ze sobą, po czym on spełni życzenia członków zwycięskiej grupy.
Historia początkowo może wydawać się infantylna i banalna. "Dobrzy" kontra "źli" w epickiej bitwie na obcej planecie. Jednak już na pierwszych stronach możemy zauważyć, że sytuacja nie jest wcale taka prosta. Bohaterowie, których wszyscy lubimy nie koniecznie lubią siebie nawzajem. Galactusa w ogóle nie interesuje walka, Doktor Doom knuje własne plany, podobnie Magneto, który nie staje po żadnej ze stron. Tajne Wojny bardziej niż starcie dwóch armii przypominają wielki kocioł w którym nikt nikomu nie ufa, a układ sił zmienia się wraz z każdą stroną.



Rysunki Mike'a Zecka i Boba Laytona są raczej przeciętne. Nie na tyle złe, żeby zepsuć przyjemność z czytania komiksu, ale też nie wzbudzające zachwytów. Komiksy w latach osiemdziesiątych w ogóle był rysowane w dosyć specyficznym stylu, którego fanem nigdy nie byłem.


Tajne Wojny to komiks, który jestem gotów w ciemno polecić każdemu amatorowi historii superbohaterskich. Całe zastępy bohaterów i złoczyńców, oraz ciekawy, pełen zwrotów akcji scenariusz Shootera są warte sięgnięcia po ten album (w ramach WKKM pojawiła się na razie tylko połowa serii) . Co więcej Tajne Wojny stanowią swoiste preludium do innych ważnych wydarzeń. Szczególnie dla Spider-Mana, gdyż właśnie tutaj zdobywa on swój czarny kostium, który w przyszłości ma okazać się pasożytniczym symbiontem. Ten megacrossover to pozycja obowiązkowa dla każdego fana Domu Pomysłów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz