Dowiódł tego Doktor Phineas Waldolf Steel, ekscentryczny, amerykański muzyk, grający (według last.fm) muzykę steampunk, goth i rivethead scenes (cokolwiek to ostatnie by nie znaczyło). Dr Steel nie zrobił światowej kariery, mimo to, moim zdaniem, zasługuje na uznanie, nie ze względu na liczbę fanów, ale na sposób ich oddania swojemu idolowi.
Najpierw jednak słów kilka o samym Doktorze. Kiedy pierwszy raz spotkałem się z jego twórczością, sama muzyka nie przypadła mi specjalnie do gustu, moją uwagę przykuły jednak trzy rzeczy. W pierwszej kolejności wygląd: łysa głowa, bródka w szpic, ciemne okulary bez których nie pokazał się ani razu, garnitur w stylu okołowiktoriańskim, często wzbogacony o cylinder, lub zastąpiony gumowym kitlem laboratoryjnym.
Doktor Steel to postać, której nie da się nie lubić. Sam siebie nazywa przyszłym władcą świata (ma już nawet armię, która ma mu pomóc ten świat podbić, ale o tym później). Historia przeobrażenia się prostego zabawkarza w przyszłego cesarza Ziemi jest na tyle ciekawa, że nie będę psuł moim nielicznym czytelnikom frajdy z odkrywania jej poprzez zapoznawanie się z twórczością Steela czy oglądanie wywiadów z nim, tym bardziej, że o samym Doktorze w Internecie napisano już bardzo dużo. Chciałem skupić się raczej efektach jego twórczości.
Mimo widocznie żartobliwego podejścia do wykreowanej przez siebie postaci, w wywiadach, a rzadziej także w swoich piosenkach, Doktor Steel często porusza całkiem poważne kwestie. Szydzi sobie (lub czasem otwarcie krytykuje) ze współczesnego konsumpcyjnego społeczeństwa, władzy czy manipulujących ludźmi mediów, jednocześnie namawia do samodzielnego myślenia, kreatywności i szerzenia ogólno pojętego szczęścia. W jednym z wywiadów mówił, że marzy mu się świat, w którym wszyscy ludzie mimo licznych różnic dążą w zgodzie do jednego celu - osiągnięcia szczęścia.
Oczywiście wszyscy zdajemy sobie sprawę, że taka utopia, chociaż bardzo piękna, jest na dzień dzisiejszy niemożliwa do osiągnięcia. Jednak nie od razu Rzym zbudowano, dlatego fani Doktora Steela postanowili położyć pierwszą cegłę pod utopijne Koloseum. Zakładając "armię" zwaną "Zabawkowymi Żołnierzami" wprowadzają w życie słowa Doktora Steela, szerząc jego "propagandę", oraz, tak jak to sobie wymarzył, dążąc wspólnie, mimo licznych różnic, do jednego celu. Na razie w nieco mniejszym, choć stopniowo rosnącym gronie.
Jednak Doktor Steel to tak naprawdę żaden prorok czy wizjoner, a po prostu zwykły showman, i chociaż nigdy nie wychodzi z roli, nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z wymyśloną postacią, wykreowaną i zagraną znakomicie, jednak cały czas fikcyjną. Wielu jego fanów o tym zapomniało i zaczęło podchodzić zbyt poważnie do jego słów.
Prawdopodobnie to było powodem oświadczenia przez Gwiazdora w sierpniu zeszłego roku końca kariery. Doktor Steel zniknął, pozostawił po sobie jednak dużo dobrej muzyki oraz armię Zabawkowych Żołnierzy, którzy dalej rozsiewają propagandę Phineasa Waldolfa Steela.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz