Filmy Sama Raimiego o Spider-Manie nie należą do najbardziej
lubianych filmowych adaptacji komiksów, pierwsza część była całkiem niezła,
kolejne dużo gorsze. Marc Webb zdecydowanie podniósł poziom ekranizacji
komiksów o Człowieku-Pająku. "Amazing Spider-Man" przebija trylogię Raimiego w
każdym aspekcie. Mamy tutaj świetny film akcji z dobrą obsadą, widowiskowymi efektami i ciekawym
scenariuszem.
Na początku nie byłem przekonany do Andrew Gerarda grającego Petera Parkera, ale na
pewno nadaje się do tej roli lepiej niż Tobey Maguire. Parker w nowym
Spider-Manie wygląda w gruncie rzeczy niepozornie, jednak patrząc na niego
łatwiej uwierzyć, że jest on w stanie wykonać wszystkie te niesamowite
akrobacje. Gerard wypadł w filmie dobrze nie tylko fizycznie. Wpasował się idealnie w rolę Petera Parkera, który tutaj jest przedstawiany jako młody geniusz, niezbyt wysportowany, ale uzdolniony naukowo. Poza tym humor Spider-Mana kiedy już założy maskę i najzwyczajniej w
świecie robi sobie jaja z drobnych złodziejaszków jest przezabawny i bardzo na
miejscu, gdyż Parker ma tutaj siedemnaście lat i zachowuje się tak jak na
zamaskowanego nastolatka przystało, bezkarnie nabijając się z
przerażonych przestępców. Jedyne co mnie denerwowało w tej kreacji Petera
Parkera to jego przesadna wrażliwość. Jestem w stanie zrozumieć, że płakał
kiedy umierał wujek Ben, ale w tym filmie ryczy w co drugiej scenie w której
nie ma maski.
Dobrym posunięciem ze strony twórców było zastąpienie Mery
Jane przez Gwen Stacy. Chociaż bardzo lubię Spider-Mana, MJ nienawidziłem od
zawsze. Zazwyczaj jej rola sprowadza się jedynie do bycia ratowaną przez
Pająka i umawiania się z innymi facetami, w tym jego najlepszym przyjacielem i
synem jego szefa. Chociaż w najnowszym Spider-Manie wątek miłosny był nieco za
bardzo uwypuklony, to jednak Gwen przypadła mi do gustu o wiele bardziej.
Przyczyniła się nawet do pokonania Jaszczura, ryzykując własnym życiem.
Chciałbym zobaczyć jak MJ robi coś takiego.
Spodobała mi się również kreacja doktora Connorsa. Jaszczur
to jeden z moich ulubionych przeciwników Spider-Mana. Curt Connors nie jest
złoczyńcą, lecz naukowcem, który bardzo chce odzyskać utraconą rękę, a kiedy
już zmienia się w Jaszczura uznaje, że teraz jest istotą wyższą i chociaż
jaszczurze geny widocznie namieszały mu w głowie, nie chce zachować tej wyższości
dla siebie, lecz uczynić wszystkich ludzi lepszymi. Nie kieruje nim chciwość,
rządza władzy, czy chęć zemsty tak jak w przypadku większości czarnych
charakterów, a zwykła (chociaż mocno przesadzona) troska o innych ludzi. Nigdy
nie czytałem komiksów o Spider-Manie, jednak według większości fanów Curt
Connors z filmu bardzo przypomina tego z komiksów, co można zapisać jedynie na
plus. Jako Jaszczur nie wygląda do końca tak jak go sobie wyobrażałem, ale
patrząc na niego nietrudno uwierzyć, że to groźny drapieżnik z którym
Spider-Man będzie miał nie lada kłopoty.
Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów w zasadzie nie ma się
do czego doczepić. Sceny konfrontacji Petera z ojcem Gwen wprowadzają całkiem
udany element komediowy, a wujek Ben i ciocia May w końcu wyglądają jak
wujostwo Petera, a nie jego pradziadkowie.
O efektach specjalnych nie mogę powiedzieć za dużo. Film
oglądałem w 2d, gdyż 3d nie znoszę, więc nie wiem jak sprawdza się trójwymiar w
tym filmie, jednak na płasko film również nie wyglądał źle. Jak już wspomniałem
wcześniej, Jaszczur robi wrażenie, a sceny w których Spider buja się nad Nowym
Jorkiem wyglądają całkiem realistycznie (na tyle, na ile realistycznie wyglądać
może facet w trykocie bujający się na pajęczynie nad Nowym Jorkiem). Jednak
szczególnie podoba mi się kostium nowego Spider-Mana. Wygląda on bardziej
"prawdziwie", przypomina coś, co nastolatek (wybitnie uzdolniony w
dziedzinie krawiectwa) mógłby wykonać samemu, jednocześnie wygląda na bardziej
wytrzymały. Poza tym jestem bardzo wdzięczny twórcom filmu za wyjaśnienie
tajemnicy wielkich oczu w masce Spider-Mana, która nurtowała mnie już od
wczesnego dzieciństwa.
Przejdźmy jednak do najważniejszego aspektu filmu, czyli
scenariusza. Podobnie jak w przypadku Batmanów Nolana, Webb stara się
przedstawić komiksową historię w bardziej poważny i realistyczny sposób. Udało
mu się to niemal tak dobrze jak Nolanowi, jednocześnie nie rezygnując z
elementów komediowych (momentami śmiałem się głośniej niż na wszystkich
komediach z ostatnich kilku lat jakie widziałem)."Amazing Spider-Man" porusza kwestię o której za zwyczaj filmy i kreskówki o Człowieku-Pająku zapominają, mianowicie sprawę śmierci, lub zaginięcia rodziców Petera. Ten aspekt stanowi raczej wprowadzenie do głównego wątku, mam jednak nadzieję, że zostanie rozwinięty w kolejnych częściach. Historia rozpoczęta odnalezieniem przez Petera teczki jego ojca jest spójna, a wszystkie wątki w logiczny sposób wiążą się ze sobą nawet jeśli niektóre z nich wydają mi się nieco
naciągane, jak fakt, że zmutowane genetycznie pająki były dziełem ojca Petera i
doktora Connorsa. Wątku miłosnego było natomiast trochę za dużo, jednak w żaden sposób
nie zniszczyło mi to przyjemności z oglądania w końcu dobrego filmu o
Spider-Manie.
Podsumowując, "Amazing Spider-Man" to film który powinni
obejrzeć zarówno fani komiksu, jak i ludzie chcący się rozerwać przy dobrym
filmie akcji. Osobiście oglądało mi się ten film bardzo przyjemnie, tym
bardziej, że w pamięci cały czas miałem obraz kiepskiej trylogii Raimiego.
Teraz pozostaje jedynie czekać na "Mroczny Rycerz
Powstaje", a następnie na kolejną część "Amazing Spider-Mana", która, mam
nadzieję, będzie równie dobra jak pierwsza.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz