Carry on my wayward son
There'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Don't you cry no more...
There'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Don't you cry no more...
Po fatalnym szóstym i kiepskim siódmym sezonie w końcu dostajemy coś godnego uwagi.
Ten sezon stanowi w pewien sposób "powrót do korzeni" po poprzednim, oraz ma całkiem ciekawy motyw przewodni - tłumaczenie Słowa Bożego celem zamknięcia na zawsze wrót piekieł, z demonami po tej cieplejszej stronie.
Ten sezon stanowi w pewien sposób "powrót do korzeni" po poprzednim, oraz ma całkiem ciekawy motyw przewodni - tłumaczenie Słowa Bożego celem zamknięcia na zawsze wrót piekieł, z demonami po tej cieplejszej stronie.
Jak już wspomniałem, dwa poprzednie sezony nie zachwyciły mnie specjalnie, dlatego też i do tego byłem nastawiony raczej sceptycznie, na szczęście zostałem pozytywnie zaskoczony.
Oczywiście to wciąż nie to samo, co pierwsze pięć lat przygód Winchesterów, które w przeciwieństwie do kolejnych, były zaplanowane.
Z roku na rok dowiadywaliśmy się coraz więcej, a wątki z poszczególnych sezonów płynnie się ze sobą przeplatały i szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko, jeśli seria skończyłaby się po pięciu latach (na tyle była chyba zresztą zaplanowana).
Niestety, przyszedł sezon 6, w którym jak na dłoni było widać, że twórcy nie wiedzą co dalej zrobić z serią. Wątki które pojawiły się w tym sezonie można by spokojnie rozbić na trzy, albo nawet cztery serie, a scenarzyści sami się w nich poplątali. Natomiast niespotykane do tej pory potwory, które nam zaserwowali, to na przykład wyglądające jak ludzie smoki i wchodzące do ucha robale przejmujące kontrolę nad człowiekiem.
Poznamy tutaj również paru samców alfa poszczególnych gatunków. Między innymi alfę Shapeshifterów. Tak, drodzy państwo, shapeshifterzy mają samca alfa, który w dodatku potrafi zmieniać wygląd w mgnieniu oka, nie tylko przybierając inną twarz, ale także zmieniając ubranie. Jakim cudem jego potomstwo zmienia wygląd w trwający chwilę, bolesny i zostawiający spory bałagan sposób? Tego nie wiemy, pewnie wdali się w matkę, czy coś.
Potem przyszedł sezon 7, dzięki któremu dowiedziałem się, że lewiatanów było wiele i były one czarą breją, uczuloną na środek do czyszczenia podłóg.
Kiedyś Sam i Dean polowali na potwory przy użyciu broni palnej, zaklętych noży, czy drewnianych kołków. Jednak na co nam łowcy potworów, kiedy najgroźniejsze z nich wszystkich może pokonać Perfekcyjna Pani Domu?
Co więcej, sezon 7 pokazuje nam, że twórcy serialu nie mają najmniejszych problemów z uśmiercaniem jednych ważnych postaci, jednocześnie za żadne skarby nie mogąc pozbyć się innych, o dziwo tych, za którymi piszczą nastolatki.
Przejdźmy jednak do sezonu 8, a w nim: kolejny powrót Winchestera z zaświatów, Crowley na należnym mu miejscu naczelnego badassa serialu, oraz sposób na zamknięcie wrót piekieł i pozbycie się raz na zawsze demonów, co w zasadzie byłoby bardzo dobrym zakończeniem całego serialu, jednak tylko głupiec zarzyna kurę, która znosi złote jaja.
Pod koniec sezonu 7 Dean trafia do czyśćca, z którego wychodzi w pierwszym odcinku, zupełnie bez pomocy swojego brata, co wywołuje pewne braterskie spiny między nimi. Wyobrażam sobie jak co roku twórcy serialu zastanawiają się, co powinni zrobić w kolejnym sezonie, coś niezwykłego, coś czego do tej pory nie było, coś co zaskoczy widzów i w pewnym momencie, w trakcie wielkiej burzy muzgów ktoś mówi: "Niech Sam i Dean się pokłócą".
Oczywiście nie zabrakło też paru emo momentów Sama, w których twierdził, że nie chce już być łowcą, chciałby założyć rodzinę, zestarzeć się i umrzeć na zawał. Tego również bardzo mi brakowało przez te siedem lat.
Deanowi nie wystarczy jednak kłótnia z bratem, gdyż Castiel, trzeci obiekt westchnień żeńskiej, nastoletniej części widowni, wyraźnie coś kręci. Jak dla mnie nasz uroczy, nieprzystosowany do życia między ludźmi anioł, jest bardzo przekombinowaną postacią, a twórcy zamiast jakoś go "uspokoić" i skupić się przez pewien czas na innych bohaterach (tym bardziej, że w tym sezonie pojawiło się kilku nowych), jeszcze dorzucają do pieca, robiąc z gościa coraz bardziej absurdalną postać.
Skupmy się jednak na tym, co w tym sezonie było dobre, bo przecież napisałem, że mi się podobał.
Po pierwsze postacie drugo- i trzecioplanowe ze zrehabilitowanym wampirem Bennym na czele.
Benny zakumplował się mocno z Deanem, co bardzo nie podobało się bratu tego drugiego. Uwielbiam, kiedy bohaterowie zapominają o wydarzeniach z poprzednich sezonów, na przykład o wampirzycy, którą sami uratowali przed innym łowcą. Tak czy inaczej, Benny, jak na serial tego typu, to całkiem ciekawa postać, jak dla mnie byłby z niego dobry substytut Bobbiego, czy nawet Castiela, gdyby ten w końcu się zdecydował, czy odchodzi, czy nie. Niestety twórcy byli innego zdania.
Poza Bennym zobaczymy tutaj kilka postaci znanych z poprzednich sezonów: młodego proroka Kevina, zbzikowanego łowcę Martina, demonicę Meg i paru innych, o których w większości zdążyłem już zapomnieć, jednak miło od czasu, do czasu przekonać się, że nie wszyscy znajomi Sama i Deana trafili już na tamten świat.
Jednak to, co najbardziej podoba mi się w sezonie numer 8, to fakt, iż twórcy w końcu przemyśleli sobie dokąd ta seria ma podążać i zaczęli wpadać na dobre pomysły. Zdecydowali się również pokazać, co działo się w czyśćcu, oraz jak Dean z niego ucieka.
To miła odmiana, gdyż kiedy Dean był w piekle (facet zdecydowanie powinien zmienić biuro podróży), musieliśmy we wszystko uwierzyć mu na słowo, gdyż twórcy nie podjęli się pokazania nam, jak wygląda ta bardziej imprezowa część zaświatów.
W 8 sezonie uświadczymy kilka nowych potworów, z czego najciekawszym jest chyba gliniany golem,
oraz poznamy kilka, dobrych i złych, tajnych stowarzyszeń, w tym nazistowskich czarnoksiężników. Motyw co prawda bardzo ograny, jednak pasujący jak ulał do serialu takiego jak Supernatural.
Końcówka sezonu jest zaskakująca i bardzo niespodziewana, chociaż szczerze mówiąc, lekko mnie zawiodła, gdyż praktycznie nic nie wynikło z trudów i cierpień, jakich w tym sezonie podjęli się Sam i Dean, oraz prorok Kevin. Z pewnością jednak zachęca do poczekania na kolejny sezon.
Ogólnie w tym sezonie dzieje się dużo i ciekawie. Chociaż niektóre przedstawione tu motywy niespecjalnie przypadły mi do gustu, to jednak w ogólnym rozrachunku sezon wypada pozytywnie. Mamy ciekawe wątki, kilku interesujących nowych, jak i starych bohaterów, umiarkowaną ilość "braterskich kłótni", oraz bardzo dużą zachętę do obejrzenia sezonu kolejnego. Jeśli ktoś, podobnie jak ja zraził się do serii dwoma poprzednimi sezonami, powinien dać braciom W jeszcze jedną szansę.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz