wtorek, 1 października 2013

Wielka Kolekcja #21 - New X-Men: Imperialni



Z jak Zagłada
to świetny album. Może graficznie nie wprowadza w stan ekstazy, ma jednak świetny scenariusz. Morrison naprzeciwko drużyny X-Men stawia bardzo ciekawego przeciwnika, jakim jest Cassandra Nova, a sam album kończy się w takim momencie, że niczym małe dziecko, czekałem z wielką ekscytacją na jego kontynuację.

I kontynuacja przyszła, po czym zawiodła mnie sromotnie. To znaczy, Imperialni to całkiem przyzwoity komiks, który jednak w porównaniu z poprzednim tomem wypada bardzo słabo.
Jak już mówiłem, Cassandra Nova to bardzo ciekawa postać, która sprowadziła na mutantów całą plagę nieszczęść. Mamy więc typowy już dla X-Men wątek nienawiści rasowej i walki pomiędzy homo sapiens i homo superior, najazd wrogo nastawionej imperialnej floty Shi'ar, czy też tajemniczą epidemię atakującą instytut Xaviera. Wszystkie te drobne niedogodności zostały ściągnięte na mutantów właśnie przez Novę, jednak ona sama pojawia się w tym albumie bardzo rzadko, a szkoda. Rozwiązanie jej wątku również było jak dla mnie mało satysfakcjonujące i trochę naciągane.


Na plus zasługuje przedstawienie poszczególnych postaci. Morrison świetnie oddaje cechy członków drużyny: brawurę Logana, inteligencję Hanka, czy przebiegłość Emmy Frost. Co więcej, w historii ważną rolę odegrają studenci z instytutu: Angel, Beak, czy Kukułki ze Stepford. 
Dostaniemy również kilka ciekawych scen akcji, jak chociażby walka X-Men z Imperialnymi.

Za sferę wizualną komiksu odpowiadało aż trzech rysowników: Frank Quitely, Ethan van Sciver i Igor Kordey. Wszyscy wiemy, że gdzie kucharek sześć... Cóż, ta zasada sprawdza się również w komiksach. Prace Quitleya i van Scivera są raczej przeciętne, mają swoje mocne i słabe strony i ogólnie raczej nie odrzucają. Natomiast dzieła Kordeya należą do najbrzydszych rysunków komiksowych jakie w życiu widziałem.
Co prawda Igor Kordey podobno pracował w tym czasie nad aż czterema różnymi seriami, co automatycznie przełożyło się na jakość jego prac. Tak więc zawinili tu raczej wydawcy, niż sam rysownik, co jednak nie zmienia faktu, że oprawa graficzna komiksu na tym sporo straciła.


Podsumowując całość,  Z jak Zagłada/Imperialni to całkiem ciekawa, chociaż raczej przeciętna historia, opatrzona kiepską oprawą graficzną. Komiks raczej nie wprawia w zachwyt, chociaż szczerze mówiąc, w kolekcji pojawiały się już gorsze tytuły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz