czwartek, 3 października 2013
Wielka Kolekcja #22: Marvel Zombies
Marvel Zombies brzmi jak jakiś kiepski żart. Oto mamy komiks, w którym nasi ulubieni herosi stali się żywymi trupami, żerującymi na ludzkim mięsie. Szczerze mówiąc, chociaż byłem bardzo ciekaw tego, co znajdę w tym albumie, to jednocześnie nieco się go obawiałem. Bo czy z tego mogło wyjść coś dobrego? Oczywiście wszystko zależy od punktu widzenia, a niektórych komiksów nie należy brać zbyt poważnie.
Na początku należy wspomnieć, że nie mamy tutaj do czynienia z tradycyjnymi zombie. Nieumarli superbohaterowie zachowali swoją inteligencję, większość cech charakteru, jak i swoje moce. Jednak niesamowity głód zmusza ich do straszliwych rzeczy.
Komiks zaczyna się w momencie, kiedy Magneto, jeden z ostatnich ludzi na Ziemi, zamyka portal łączący uniwersum zniszczone przez Zombie z innym, jeszcze niezjedzonym światem.
Fabuła skupia się na konkretnej grupie nieumarłych, do której należą Spider-Man, Hulk, Iron Man, Kapitan Ameryka (tutaj zwany Pułkownikiem), Ant-Man, Wolverine i Power Man.
Nasi dzielni, przegnili herosi poszukują ciągle zawadzającego im Mistrza Magnetyzmu, jak również innych źródeł pożywienia, gdyż niewielu już zostało na świecie żywych ludzi, a głód ciągle nie daje im spokoju.
Za scenariusz odpowiadał tutaj Robert Kirkman, autor Żywych Trupów, można więc spokojnie powiedzieć, że pisanie o zombie apokalipsie to dla niego nie pierwszyzna.
Scenariusz jest tutaj faktycznie całkiem niezły, lepszy niż w niektórych filmach o podobnej tematyce. Co więcej nie opowiada o grupie ludzi uciekających przed nieumarłymi, ale o grupie żywych trupów poszukujących pożywienia.
Autor świetnie oddaje charakter każdej postaci, jak i zachodzące między nimi relacje. Nie mamy tutaj do czynienia z hordą bezmyślnych potworów, sunących przed siebie w poszukiwaniu ludzkiego mięsa. Zombie z Marvela kłócą się, oraz żartują, martwią się o swój los i odczuwają wyrzuty sumienia.
Kirkman wpadł na świetny pomysł, aby przeciw pożeraczom surowego mięsa postawić pożeracza światów. Czy można w ogóle wymyślić coś lepszego niż walka Galactusa z bandą obdarzonych specjalnymi mocami zombie?
Zakończenie komiksu było dosyć przewidywalne, chociaż muszę przyznać, że wywołało u mnie salwę niepohamowanego śmiechu.
Komiks jest przepełniony makabrycznymi scenami urywania kończyn, odcinania głów, pożerania zwłok, czy wyjmowania mózgu prosto z czaszki. Sean Phillips świetnie sobie poradził z przedstawieniem tych scen w przystępny sposób. W ogóle jego rysunki są bardzo ciekawe i przyjemne dla oka, jednak wygląd samych żywych trupów raczej nie zachwyca. Cała ich zombifikacja jest tutaj wyrażona przez wystające zęby. Oczywiście niektórzy są w pewien sposób urozmaiceni poprzez fizyczne obrażenia - Kapitan Ameryka z odciętą połową głowy wiedzie tutaj prym - jednak można było przedstawić ich w nieco ciekawszy sposób.
Skoro już przy rysunkach jesteśmy, na dużą uwagę zasługują tutaj okładki poszczególnych komiksów z serii. Ich autorem był Arthur Suydam, który inspirował się popularnymi okładkami klasycznych komiksów Marvela, co wyszło mu po prostu znakomicie. Widok tych rozpoznawalnych na pierwszy rzut oka ilustracji, przedstawionych w zgniłej scenerii na pewno zrobi wrażenie na każdym wielbicielu Domu Pomysłów.
Marvel Zombies to komiks, którego nie należy traktować poważnie. Jeżeli podejdziecie do niego z odpowiednim dystansem, na pewno będzie się przy nim dobrze bawić, a jeżeli lubicie motyw Zombie, czy twórczość Kirkmana w tym zakresie, nawet się nie zastanawiajcie, tylko wyciągnijcie ze świnki skarbonki czterdzieści złotych i biegnijcie do najbliższego Empiku/księgarni/sklepu z komiksami, aby dokonać zakupu, którego na pewno nie pożałujecie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
▼
2013
(52)
- ▼ października (6)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz