czwartek, 21 marca 2013

Doktor Hunter znów na tropie



Czasem współczuję książkowym postaciom. Szczególnie jeżeli są to bohaterowie kilkutomowych serii. Przywaleni masą mniej, lub bardziej przyjemnych przygód, czasem chcieliby odpocząć, wyjechać na wakacje, zapomnieć o tym wszystkim. Niestety, nigdy im się to nie udaje.
David Hunter, w trzecim już tomie swoich przygód (pisałem kiedyś o pierwszym, o drugim z jakiegoś powodu, którego nie pomnę, nie napisałem), zatytułowanym "Szepty Zmarłych", postanawia odetchnąć po tragicznych wydarzeniach jakie go ostatnio spotkały. Dźgnięty nożem, ledwo wykaraskał się z objęć śmierci, co więcej morderczyni, która go zaatakowała cały czas jest na wolności, jakby tego było mało, zakończył związek z Jenny - pierwszą kobietą jaką pokochał od czasu tragicznej śmierci jego żony i córki.
Trudno się dziwić, że doktor Hunter postanowił zrobić sobie wolne i wyjechać gdzieś daleko. Miejsce jakie wybrał na wczasy, mógł wybrać tyko antropolog sądowy - "Trupia Farma", oficjalnie zwana Ośrodkiem Badań Antropologicznych w Tenessee,  Alma Mater, swoisty Hogwart doktora Huntera.
David jedzie tam odwiedzić swojego mentora i przyjaciela Toma Liebermana, oraz sprawdzić, czy dalej potrafi "zmuszać zmarłych do zwierzeń".
Książka byłaby, prawdopodobnie, wyjątkowo nudna, gdyby doktor Lieberman nie poprosił głównego bohatera o pomoc w śledztwie.
Akcja książki trochę różni się od dwóch poprzednich. Po pierwsze, David Hunter tym razem nie jest "u siebie", a w Ameryce, gdzie agenci TBI (lokalna wersja FBI z Tenessee) krzywo na niego patrzą, co więcej, cały czas wspomina traumatyczne przeżycia z poprzedniego śledztwa i od roku w ogóle nie pracował w zawodzie, przez co nieco "zardzewiał", popełnia błędy i nie wierzy w swoje umiejętności, przynajmniej na początku.
Beckett jak zwykle nie żałuje nam bardzo szczegółowych opisów zwłok w różnych stadiach rozkładu, jak i procesów w nich zachodzących, pobudzając czułe, niekoniecznie przyjemne struny w wyobraźni czytelnika. Zagadka jaką przyjdzie rozwiązać dzielnym antropologom, to nie lada zagwozdka. Morderca jest od nich lepszy, dobrze o tym wie i bawi się z nimi kotka i myszkę, zwodząc wszystkich (łącznie ze mną) aż do ostatnich stron powieści.
 Domyślenie się kto jest mordercą graniczy tutaj z cudem, przynajmniej dla tak miałkiego, nieprzenikliwego umysłu jak mój i chociaż w pewnym momencie można pomyśleć, że wiemy już o mordercy wszystko co chcieliśmy, autor ponownie nas zaskakuje. Chociaż, było to zaskoczenie, którego się spodziewałem. Beckett zbyt mocno chce przekonać czytelników do tego, że mordercą jest ktoś inny, niż w rzeczywistości. Agenci TBI znajdują zbyt mocne dowody winy kogoś, kto tak na prawdę był tylko kolejną z ofiar. Gdyby była to pierwsza książka Becketta jaką przeczytałem, to może dałbym się nabrać, ale niestety Simonie, znam Cię zbyt dobrze.
Autor idealnie buduje napięcie, a każda kolejna znaleziona ofiara zamiast odpowiedzi, daje jeszcze więcej pytań, które zostaną nam dokładnie wyjaśnione w ostatnim akcie powieści. Akcja nie zwalnia ani na chwilę, a uczucie grozy towarzyszy czytelnikowi przez cały czas, bardziej namacalne niż w niejednym horrorze.
Ciekawym zabiegiem, jaki zastosował autor, jest podzielenie rozdziałów na dwie części. W pierwszej przedstawia wydarzenia z perspektywy doktora Huntera, w drugiej z perspektywy mordercy, co pomaga nieco wczuć się w postać tego drugiego. Autor wyjaśnia motywy jego działania, które oczywiście nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, jednak dla samego mordercy mają sporo sensu.
Beckett serwuje nam świetny thriller z elementami kryminału, może nieco zbyt przewidywalny w porównaniu z poprzednimi tomami przygód Huntera, jednak cały czas wart przeczytania. Jeżeli ktoś czytał poprzednie tomy, ten również mogę mu z czystym sumieniem polecić, jeżeli natomiast ktoś nie czytał książek "Chemia Śmierci" i "Zapisane w Kościach", je również mogę z czystym sumieniem polecić, gdyż thrillery Becketta, to do prawdy lektury godne uwagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz