Jakiś czas temu świat obiegła wiadomość o rezygnacji Matta Smitha z roli Doktora w serialu Doctor Who. Wczoraj ogłoszono, że jego następcą będzie Peter Capaldi, a wśród fanów zawrzało.
Jedni są zachwyceni, inni wołają o pomstę do nieba, nieliczni podchodzą do sprawy na zimno i czekają na to, co przyniesie odcinek świąteczny, oraz kolejny sezon.
Wielu przeciwników, czy może raczej przeciwniczek nowego Doktora marudzi głównie na jego wiek. Pan Capaldi ma bowiem już 55 lat. Ale czy to źle? Moim zdaniem to bardzo miła odmiana, po bardzo młodym jedenastym Doktorze. Oczywiście "fangirls" nie będą mogły tworzyć wyimaginowanych paringów starego dziada z młodymi towarzyszkami, skończą się również mokre sny nastolatek na temat młodego i przystojnego podróżnika w czasie.
W końcu w tym serialu nie chodzi o wygląd postaci, czy jakieś bezsensowne, wciskane na siłę wątki miłosne. Pierwszym wcieleniom Doktora było daleko zarówno do bycia młodym, jak i do zakochiwania się w swoich kompankach.
William Hartnell, Patrick Troughton i Jon Pertwee - Pierwsi trzej odtwórcy roli Doktora
Nowy, nieco starszy Doktor, może wskazywać na chęć twórców do powrotu do korzeni serii. Wskazuje na to również kilka innych elementów, takich jak zmiana wystroju TARDIS na bardziej zbliżony do tego klasycznego, sięganie po motywy ze starych serii, czy nawet zmiana intra.
Czy Capaldi dorówna Smithowi? Cóż, taką mam nadzieję. Matt Smith wykreował świetną, niejednoznaczną postać. Świetnie wychodziło mu zarówno granie podekscytowanego wszystkim dzieciaka z ADHD, który zjadł za dużo cukru, jak i zgryźliwego, doświadczonego przez życie w bolesny sposób starca, którym Doktor - niezależnie od zagęszczenia zmarszczek na jego twarzy - przecież jest. Trzeba przyznać, że świetną robotę przy jedenastym wcieleniu Doktora wykonali również scenarzyści. Wielu ludzi marudzi na Stephena Moffata, głównego scenarzystę serialu, jednak ja muszę przyznać, że za czasów jego poprzednika, Russela T. Daviesa Doktor nie przeżywał tak trzymających w napięciu, ekscytujących przygód, a jeśli przeżywał, to były one właśnie autorstwa Moffata (może poza świetnym odcinkiem Midnight z czwartego sezonu).
Muszę jednak przyznać, że Matt Smith na początku wydawał mi się kompletnie niedopasowanym do tej roli, jednak już w pierwszym odcinku przekonał mnie, że się myliłem. Natomiast David Tennant wydawał mi się świetnym wyborem, a z czasem moje zdanie na jego temat stopniowo się pogarszało. Dlatego też trochę się obawiam, lecz Doktor, to Doktor i chociaż jedne jego wcielenia lubię bardziej, a inne mniej, to w każdej odsłonie (może poza filmem), wypadał co najmniej bardzo dobrze.
Peter Capaldi to znany i charakterystyczny brytyjski aktor, a za jego postać są odpowiedzialni ci sami ludzie, którzy stworzyli jego świetnego poprzednika. Dlatego też mam wielką nadzieję, że kiedy powie po raz pierwszy "I am the Doctor", uwierzę mu od razu.
Jeżeli chodzi o moje wymagania wobec postaci, to nawet nie śmiem stawiać żadnych konkretnych. Nie ważne, czy będzie szalony, stateczny, zgryźliwy, czy zabawny, ma być po prostu Doktorem, a ponieważ Peter Capaldi jest wieloletnim fanem serialu, na pewno będzie wiedział jak tego dokonać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Zgadzam się prawie w całości, z tym że wizualnie z nowych serii to właśnie Capaldi wydaje mi się najbardziej "atrakcyjny" z twarzy, czy jak to ująć, nie znam się na męskiej urodzie, ale takie mam odczucia. I wcale nie wygląda jak jakiś dziadek, bez przesady :) Jestem spokojna co do gościa, Jedenastym udowodnili, że potrafią dobrze wybrać.
OdpowiedzUsuńMi też nie wygląda na dziadka, po prostu odniosłem się do niektórych komentarzy na jego temat. ;)
OdpowiedzUsuń