X-Men zdecydowanie wiodą prym wśród komiksów Wielkiej Kolekcji. W jej ramach opublikowano już cztery tomy przygód mutantów: Astonishing X-Men: Obdarowani, Wolverine - solową przygodę Rosomaka w Japonii, Uncanny X-Men: Mroczna Phoenix, oraz tom który teraz omówię, czyli New X-Men: Z jak zagłada.
Cóż, wielka kolekcja ma na celu nie tylko przybliżyć czytelnikom najlepsze dzieła twórców Marvela, ale również podkreślić największe zmiany i najbardziej przełomowe momenty historii uniwersum, jak i jego najsłynniejszych mieszkańców.
A podopieczni Charlesa Xaviera musieli przywyknąć do częstych zmian, dotyczących nie tylko składu drużyny.
Z jak Zagłada to dobry komiks, a przynajmniej taka jest jego pierwsza część, w wielkiej kolekcji opatrzona numerem 16.
Zaczyna się tradycyjnie dla X-Men: Wolverine i Cyclops walczą z Sentinelami, a nieznana nam kobieta tłumaczy nieznanemu nam mężczyźnie czemu mutanci powinni zginąć.
Wątek eugeniczno-rasistowski jest dla X-Men kluczowy, gdyż to właśnie rasizm był powodem dla którego wydawnictwo Marvel w ogóle zaczęło publikować przygody mutantów.
Tajemnicza para to Donald Trask, bratanek Bolivara Traska - twórcy Sentineli, robotów zaprojektowanych do walki z mutantami, o kobiecie wiemy natomiast tylko tyle, że nazywa się Cassandra Nova, oraz jest bardzo podobna do pewnego niepełnosprawnego, łysego profesora.
Nie wiadomo dlaczego Cassandra pragnie wybić do nogi gatunek Homo Superior, jednak trzeba przyznać, że zna się na rzeczy i podchodzi do sprawy profesjonalnie.
Odnajduje w Ekwadorze Master Molda - fabrykę produkującą dzikich Sentineli, łatwo adaptujących się do otoczenia i ogólnie dużo groźniejszych od pierwowzoru.
Poza oczyszczeniem świata z mutantów, Nova chce pragnie również przejąć kontrolę ciałem profesora Xaviera, z którym łączy ją więcej, niż tylko brak włosów. Są do siebie bardzo podobni fizycznie, posiadają podobne moce - aczkolwiek Cassandra zdaje się przewyższać Xaviera swoimi zdolnościami - a samą siebie nazywa "genetyczną bliźniaczką" Charlesa (cokolwiek to znaczy).
Cassandra to ogólnie bardzo tajemnicza postać, nie wiadomo nawet czym tak na prawdę jest. Człowiekiem? Mutantem? Kolejnym, przedziwnym szczeblem na drabinie ludzkiej ewolucji? Zapewne dowiemy się tego w kolejnym tomie.
Poza walką z nowym, nieznanym przeciwnikiem, potrafiącym włamać się do umysłu profesora X, kontrolować myślami Sentinele a także obrać do gołej kości (metalu) rękę Wolverine'a, dostaniemy również kilka innych, typowych dla X-Men motywów, oraz parę nowości.
Jak na przykład "mutacja wtórna", która dała niektórym członkom drużyny nowe moce, a Hanka McCoya upodobniła do wielkiego kota, a chociaż wszyscy lubią koty, zupełnie zrujnowało to życie towarzyskie niebieskiego futrzaka.
U innych również nie wiedzie się najlepiej. Scott i Jean przeżywają kryzys, a Emma Frost jako jedyna przeżyła masową rzeź mutantów. Jedynie Wolverine zdaje się niczym nie przejmować, z uśmiechem miażdżąc kolejnych blaszanych przeciwników.
Podobnie jak w przypadku Witaj Ponownie Frank, nie jestem w stanie w pełni ocenić fabuły komiksu, gdyż nie wiem jak ona się rozwinie, jednak w przeciwieństwie do tamtego albumu, ten od początku zrobił na mnie dobre wrażenie. Historia jest ciekawa, rozwija się stopniowo, od czasu do czasu przyspieszając gwałtownie, ale i dając chwilę oddechu, kiedy taka jest potrzebna. Album kończy się trzymającym w napięciu cliffhangerem, a jedna z ostatnich scen, dotycząca Bestii, oraz ucznia o pseudonimie Beak, wywołała u mnie na prawdę spore emocje. Irytuje mnie tylko jedna scena, w której Wolverine i Scott postanawiają zabrać uratowanego cywila na zwiad, w trakcie którego natrafiają na Sentinele. Jak można się domyślić, dla nikogo nie skończyło się to dobrze.
Wizualnie również jest całkiem nieźle. Niektórzy narzekają na nowy (to znaczy, teraz już stary) wygląd Bestii, ale szczerze mówiąc, wygląda tutaj dużo lepiej niż w albumie Astonishing X-Men: Obdarowani, aczkolwiek wydaje się być trochę zbyt barczysty. Jego barki są nienaturalnie szerokie względem reszty ciała. Z kolei Scott Summers ma nieco przerośnięty podbródek, natomiast kostium Emmy Frost to po prostu X przyklejony na piersi (nie żebym miał ku temu jakieś zastrzeżenia).
Ostatni zeszyt zawarty w tym albumie nie został narysowany przez Franka Quitely, jak pozostałe, a przez Ethana Van Scivera. Jego rysunki podobają mi się nieco bardziej. Wszyscy wyglądają bardziej naturalnie, a kostium Emmy Frost, zostaje totalnie odwrócony i abstrahując od erotyzmu tej postaci, ten design wydaje się być dużo ciekawszy. Lepiej wygląda również otoczenie, a kolory w tym zeszycie są bardziej stonowane, być może, dlatego że większość jego akcji toczy się w nocy.
Pierwsza część historii Z jak Zagłada ustępuje fabularnie Mrocznej Phoenix, a wizualnie przegrywa z Astonishing X-Men: Obdarowani. Jednak mimo wszystko, jest to całkiem dobry, trzymający w napięciu komiks, a wszystko wskazuje na to, że jego kontynuacja będzie jeszcze lepsza.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz