czwartek, 1 sierpnia 2013

Wielka Kolekcja #15 - Punisher: Witaj Ponowie, Frank (część 1)

Punisher to ciekawa postać. Wymykająca się standardowemu, komiksowemu podziałowi na "dobro" i "zło", cały czas, mimo prawie czterdziestu lat na karku, nie zdefiniowana jednoznacznie jako bohater, czy łotr. Jedni lubią Franka Castle'a bardziej, inni mniej, nie ulega jednak wątpliwości, że jest to jedna z najbardziej charakterystycznych postaci z uniwersum Marvela i z pewnością zasłużył sobie na swoje miejsce w Wielkiej Kolekcji. Ale czy musiał tutaj trafić akurat album Witaj Ponownie, Frank? Osobiście nie jestem co do tego przekonany, chociaż nie za dobrze znam historię Punishera, to jestem pewien, że w trakcie swojej długiej kariery przeżył ciekawsze przygody.




Historia - autorstwa Gartha Ennisa - zaczyna się w momencie kiedy Frank Castle, po długiej nieobecności wraca do Nowego Jorku.
Nowojorscy bandyci zdążyli już o nim częściowo zapomnieć, dlatego Frank postanawia odświeżyć im pamięć.W tym celu wybija jednego po drugim członków mafijnej rodziny Gnucci.
Nie powiem, w wymyślaniu coraz to nowych sposobów na mordowanie bandytów, Frank wykazuje się nieprzeciętną kreatywnością. Jednak to w zasadzie wszystko co komiks nam oferuje - malownicze sceny śmierci.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to miła odmiana po wielowątkowych, niejednoznacznych i pełnych ukrytych intryg historiach, jednak po komiksie, który zakwalifikował się do serii najlepszych komiksów Marvela oczekiwałem czegoś więcej.
Najbardziej przeszkadza mi fakt, że Punisher robi to co robi - czyli przykrywa ulice Nowego Jorku dywanem z trupów - tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę. Jasne, to gangsterzy, ale ani nie zrobili niczego strasznego, za co Punisher mógłby ich ukarać, ani nie mści się na nich za osobiste przewiny. Po prostu, są źli, więc ich morduje.


Zresztą to zawsze trochę przeszkadzało mi w Punisherze. Osobiście wychowałem się na tradycyjnych historiach o superbohaterach, w których dobro zawsze zwyciężało ograniczając się do nabicia kilku siniaków, czy połamania nogi. Dlatego też, dla mnie Punisher zawsze był bardziej łotrem, niż bohaterem.
Niemniej jednak jest to bardzo ciekawa i złożona postać, w przeciwieństwie do tego komiksu.
Poza polowaniem na włoskich gangsterów dostaniemy również dwa wątki poboczne, jeden opowiadający o parze policjantów ścigających Punishera i Gnuccich, drugi przedstawiający naśladowców Punishera.
Przyznam szczerze, że historia policjanta-nieudacznika i jego partnerki, która nie chciała pójść do łóżka z komendantem, więc dostaje zawsze najbardziej beznadziejne sprawy, jest dużo ciekawszy od głównego wątku komiksu. Muszą złapać przestępce, którego wszyscy policjanci uwielbiają, oraz matronę mafijnej rodziny, która trzyma w kieszeni całe miasto. To nie lada wyzwanie i szczerze mówiąc, gdyby to oni byli tutaj głównymi bohaterami, komiks dużo by zyskał.





Graficznie komiks nie jest szczytem marzeń, ale prezentuje się nieźle. Chociaż sam Frank jest narysowany raczej średnio, pozostałe postacie, a także otoczenie idealnie wpasowują się w klimat tego albumu, który mi co prawda nie przypadł do gustu, jest jednak mocny i wyrazisty. Akcja komiksu toczy się głównie w nocy, wszystko jest brudne, ciemne i poplamione krwią. Steve Dillon świetnie oddaje charakter postaci, poprzez rysy ich twarzy. Kiedy widzimy drobnego gangstera, od razu wiemy, że to drobny gangster, mafijnego bossa również można bez problemu rozpoznać, natomiast dobrzy ludzie... cóż, w tym albumie ze świecą takich szukać (uważając przy tym aby nie spalić komiksu). 



Marco Lupoi w przedmowie do tego albumu napisał: "To historia czysto rozrywkowa - niepohamowana, szaleńcza jazda bez trzymanki obalająca wszelkie reguły" - to jedno zdanie w zasadzie podsumowuje album Witaj Ponownie Frank i może gdybyśmy poza tą "szaleńczą jazdą bez trzymanki" dostali też trochę fabuły, oceniłbym ten komiks trochę lepiej. Jest to jednak dopiero pierwsza część tej historii i kto wie, może jej kontynuacja sprawi, że zupełnie zmienię zdanie a temat tego komiksu.
Tymczasem, pierwszej części komiksu Witaj Ponownie Frank, raczej nie polecam. Jeżeli ktoś na prawdę ma ochotę na historię tego typu, lepiej obejrzeć stary, dobry film sensacyjny z lat osiemdziesiątych, z Arnoldem, lub Sylwestrem w roli głównej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz