czwartek, 8 sierpnia 2013

Nietoperz i Sowy

Strzeż się Trybunału Sów,
Co wszystko widzi wokół,
I rządzi Gotham tak jak chce,
Choć nie wychodzi z mroku.
Trybunał wie, co dzieje się
W twym łożu i umyśle,
Gdy choćby "sowa" szepniesz,
On za tobą szpona wyśle.




Trybunał Sów to już moje drugie spotkanie z Nowym DC, ponownie za pośrednictwem Mrocznego Rycerza.
Scott Snyder stworzył ciekawą, trzymającą w napięciu historię, opartą na popularnym motywie "wielkiego brata". Snyder pokazuje, że Gotham to coś więcej niż Batman i jego przeciwnicy.
Tym starym miastem rządzą legendy. Od dawna zapomniane przypominają o sobie w dosyć dobitny sposób. Batman będzie musiał zmierzyć się nie z zagrożeniem atakującym Gotham, ale z samym miastem, którego bronił przez tyle lat. 

Historia zaczyna się w momencie, kiedy Batman dowiaduje się o bardzo dziwnym, brutalnym morderstwie. Podczas dochodzenia wszystkie dowody wskazują na legendarny Trybunał Sów, który rzekomo rządził kiedyś Gotham. Co więcej, na miejscu zbrodni  nasz detektyw odnajduję wiadomość, głoszącą, że w ciągu najbliższego dnia zginie pewien bogaty mieszkaniec Gotham, lubujący się w maskach i pelerynach.



Batman oczywiście nie wierzy w to, że faktycznie ma do czynienia z legendarnym Trybunałem, tak czy inaczej, musi jednak powstrzymać niebezpieczeństwo zagrażające mieszkańcom miasta, jak i jemu samemu.
W trakcie śledztwa coraz więcej dowodów wskazuje na istnienie Trybunału, oraz jego powiązania z ostatnimi wydarzeniami, mimo to, Mroczny Rycerz do końca nie jest przekonany o istnieniu tajnej organizacji. Dlaczego? I tutaj pojawia się największa fabularna bolączka tego albumu.
Otóż Bruce, zaraz po śmierci swoich rodziców, jako mały chłopiec, obwinił właśnie Trybunał o tragedię jaka go spotkała i zaczął prowadzić "śledztwo" na jego temat, które jednak nie przyniosło oczekiwanych efektów. Domyślam się, że autor chciał nam w ten sposób pokazać, że Bruce od zawsze był świetnym detektywem i wręcz urodził się, aby robić to co robi. Ale serio? Kilkuletni chłopiec prowadzący śledztwo w sprawie tajnej organizacji?  Mógłby zostać przedstawiony jako starszy nastolatek, albo już nawet dorosły Bruce, który nie przywdział jeszcze peleryny i maski, jednak Snyder postawił na małego chłopca, co nie było do końca dobrym wyborem.

O prawdziwości istnienia Trybunału, Bruce przekonuje się w bardzo bolesny sposób. Sowy z Gotham niemal dokonują tego, co do tej pory udało się tylko Bane'owi, prawie złamały Batmana. I o ile Bane dokonał tego iście fizycznie, podczas nierównej walki z Trybunałem, Mroczny Rycerz był bliski złamania psychicznego.
Oczywiście wyrwał się z tej opresji w swoim stylu, jednak Sowy cały czas gdzieś tam są i szykują kolejny atak, planują odzyskać władzę nad Gotham. Czy im się uda, czy nie, dowiemy się dopiero w kolejnym tomie.



Oprawa graficzna autorstwa Grega Capullo, nie wgniata w fotel, ale też nie budzi obrzydzenia. Szczególnie nie podoba mi się tutaj wygląd samego Bruce'a, który byłby w prządku, lecz wygląda zdecydowanie zbyt młodo, na późne dwadzieścia, maksymalnie trzydzieści lat. Tymczasem u boku Batmana widzimy nie tylko dorosłego już Dicka Graysona, czy nastoletniego Tima Drake'a, ale również całkiem wyrośniętego Damiana Wayne'a, latorośl samego Detektywa, co sugerowałoby, że dzielny obrońca Gotham jest już jednak nieco starszy. 
Co więcej, w pewnym momencie kiedy Batman jest bliski utraty zmysłów, twórcy decydują się na ciekawy zabieg, mianowicie niektóre plansze umieszczają bokiem, lub do góry nogami, co może i utwierdza nas, że Mroczny Rycerz powoli szaleje, jednak jednocześnie jest nieco mylące.



Trybunał Sów czytało mi się dużo lepiej, niż recenzowane wcześniej Oblicza Śmierci. Ten album skupia się na jednym, bardzo ciekawym wątku i rozwija go stopniowo, z kolei Oblicza Śmierci skakały z tematu na temat, sugerując, że autor cierpi na ADHD. Tamten komiks był jednak dużo lepszy graficznie. Oba, chociaż różnią się od siebie, są bardzo dobre i zasługują na uwagę każdego fana Mrocznego Rycerza, czy w ogóle Uniwersum DC.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz